Forma Sport Nie używają wyciągów, narty niosą na plecach na sam szczyt, żeby poczuć ekscytację zjazdu na sam dół...

Nie używają wyciągów, narty niosą na plecach na sam szczyt, żeby poczuć ekscytację zjazdu na sam dół po nieubitym śniegu

Nie używają wyciągów, narty niosą na plecach na sam szczyt, żeby poczuć ekscytację zjazdu na sam dół po nieubitym śniegu
[fot: wingmar/iStockphoto]
Mówią, że to nie jest sport dla każdego. Jeżeli nie masz odpowiednich umiejętności, kondycji, wytrzymałości psychicznej i pokory wobec gór, lepiej żebyś się w to nie bawił. Gdy przestrzegasz zasad, to już nie jest tak niebezpiecznie - twierdzą ski-apliniści.

- To przygoda. Sposób na oderwanie się od codziennego świata i spora dawka adrenaliny. Często jeżdżę zagranicę w tereny, w których czasem nie było ski-alpinistów. Czasami śpimy w górach w szałasach lub namiotach, w śpiworach, bez żadnego ogrzewania, na mrozie. Mamy nawet petardy, żeby odstraszać niedźwiedzie czy inne dzikie zwierzęta - tak o swoich wyprawach opowiada Michał Zawadzki. Na co dzień pracuje w domu mediowym, ale kiedy tylko może, rusza w góry. - Najwięcej adrenaliny daje zjazd. Zjazd w terenie, gdzie nie ma innych narciarzy, a śnieg pozostał nienaruszony przez kogokolwiek. Nie interesują nas zwykłe boiska, czyli ubite trasy narciarskie z tłumem głośnych ludzi.


Na zdjęciu Michał Zawadzki, fot. archiwum prywatne

Ski-alpnizm to połączenie wędrówki, wspinaczki wysokogórskiej i zjazdu. Obowiązkowo poza turystycznymi szlakami, daleko od wyciągów, w terenie, w którym nie spotkasz tradycyjnych narciarzy zjazdowych. W ski-alpinizmie poza zjazdami liczą się strome podejścia w wysokich górach. Oprócz nart, potrzeba więc lin, czekanów i raków. Łagodniejszą odmianą jest ski-touring, czyli wędrówki poza trasą, często długie, również w niższych górach.

Kiedy narciarstwo zjazdowe już nie wystarcza

Jak zaczyna się przygoda ze ski-alpnizmem? - Potrzebowałem czegoś ciekawszego niż jazda po ubitym i przygotowanym stoku. Ile razy można jeździć po tej samej trasie? - pyta Przemek Knap, inżynier w laboratorium jednostki badawczo-rozwojowej. - Po dwudziestym razie na Stożku zawsze czułem, że temat powoli się wyczerpuje. Muzyka na wyciągu mnie denerwowała, potrzebowałem czegoś nowego, a przy okazji dającego szansę na spędzenie czasu w spokoju. Czasem decyduje przypadek. - Któregoś dnia będąc na zwyczajnych nartach, musiałem przejść duży odcinek po górach, bo został wyłączony wyciąg do schroniska - wspomina Michał Zawadzki. - Kolega miał narty skiturowe i zobaczyłem, jak szybko jest się w stanie poruszać. Stwierdziłem, że to świetny sposób na turystykę górską zimą.


Na zdjęciu Przemysław Knap, fot. archiwum prywatne

Co ten sport daje? - Niesamowitą wolność. Sam wybieram linię zjazdu, sam muszę do niej dotrzeć i zjechać w takich warunkach, jakie zastanę - dodaje Krzysiek Szala, poza górami - programista. - Dopóki nie spróbuje się jazdy w puchu, raczej ciężko jest to zrozumieć. Jazdę po przygotowanym stoku nadal lubię, ale traktuję ją raczej jako urozmaicenie. Prawdziwa przygoda zaczyna się poza trasą. Góry i narty to dla mnie sposób na życie. To jest jeden z kilku trybików, bez którego ciężko mi funkcjonować.

- Na świetnie przygotowanej nartostradzie zjazd nie jest trudny, szybko nabiera się przekonania, że potrafi się już prawie wszystko. Poza trasą wciąż sprawdzasz swoje umiejętności, nawet na łatwych turach można trafić na miejsce, które bezlitośnie obnaży niedostatki techniki, kondycji i wyobraźni - fascynuje się Sławek Brzezicki, który na co dzień zajmuje się dziedzictwem kulturowym. - To uczy pokory wobec gór. No i... o wiele honorniej jest wpierw pokonać górę na własnych nogach, wówczas zjazd z niej jest w pełni zasłużonym zaszczytem.


Na zdjęciu Sławomir Brzezicki, fot. Szymon Rochowiak

Najważniejszy nie jest drogi sprzęt, a obeznanie z górami

Drogi sprzęt nie jest najważniejszy. Na początku warto zacząć nawet od używanego lub pożyczonego. Żeby go wypróbować, sprawdzić, co jest dla ciebie odpowiednie. - Nie znam osoby, która by nie sprzedała dosyć szybko pierwszych nart, które kupiła - wyjaśnia Sławek Brzezicki.

- Czasem można trafić na komplet - skitury, wiązania, foki, za niewielkie pieniądze, nawet kilkaset złotych. Do tego buty. Nowe od kilkuset do nawet trzech tysięcy złotych i można jeździć - wylicza Krzysiek Szala. - Oczywiście, przyda się także kask i kijki. W przypadku jazdy w wyższych górach powinno się mieć ze sobą ABC lawinowe, czyli sondę, łopatę i detektor. - W zasadzie sprzęt profi potrzebny jest tylko na zawodach, gdzie liczy się jego lekkość. Do ekscytujących zjazdów potrzebujemy po prostu dobrego i solidnego - tłumaczy Przemek Knap. - Zacząć można z tysiąca złotych albo i mniej na sprzęt używany, a skończyć możemy na kwocie powyżej 12 tysięcy za komplet - narty, wiązania i buty. Do tego plecak lawinowy i trochę ekwipunku, w sumie 20 tysięcy złotych.


Na zdjęciu Krzysiek Szala, fot. Paweł Pluta

53 kilometry w 5 godzin 52 minuty

Marcin Zwoliński, przewodniczący Komisji Narciarstwa Wysokogórskiego Polskiego Związku Alpinizmu, prezes Klubu Skialpinistycznego Kandahar, wśród najważniejszych zawodów ski-aplinistycznych wymienia Trofeo Mezzelama we Włoszech, Patrouille des Glaciers w Szwajcarii, Pierra Menta we Francji. W Polsce najbardziej znany jest Memoriał Piotra Malinowskiego organizowany w Tatrach.

- Zawody szwajcarskie kiedyś przeznaczone były tylko dla żołnierzy. Trasa ma 53 km. Turyści, według oznaczeń, pokonują ją w 3 dni, z dwoma noclegami w schroniskach. Natomiast rekord tej trasy to 5 godzin i 52 minuty - opowiada Zwoliński. - Zawodnicy pokonują prawie 4 000 metrów podejścia i tyle samo zjazdu.

W tym sporcie raczej nie mówi się o rekordach, bo trasy są często zmieniane, warunki na każdych zawodach też nie są porównywalne. Bohaterów też próżno szukać - liczą się zmagania z samym sobą, żywiołem, ekscytujące zjazdy, a oprócz tego ski-alpiniści nie szukają rozgłosu. - Trzeba pamiętać o tym, że każdy GOPR-owiec, każdy TOPR-owiec jest także tym narciarzem pozatrasowym. Narciarstwo ski-tourowe i ski-alpinizm wywodzi się w znacznej mierze od samych służb ratowniczych, których członkowie są po prostu ludźmi gór, a nie filmowymi bohaterami - wyjaśnia Michał Zawadzki.

Być może też ski-alpinizm jako dyscyplina sportowa, jest po prostu zbyt młody. - Są postacie historyczne, takie jak Mariusz Zaruski, Stanisław Barabasz, Jan Strzelecki, na pewno Piotr Malinowski. A teraz? Trudno powiedzieć. To jest w Polsce młoda dyscyplina sportowa, więc jeszcze wielkich gwiazd na wzór Małysza czy Kowalczyk nie mamy. Jeszcze - uśmiecha się Marcin Zwoliński.

To nie przelewki

Istnieje wiele profesjonalnych kursów, na które możesz się zapisać, żeby zacząć. Kursy narciarstwa wysokogórskiego, organizowane przez Polski Związek Alpinizmu oraz przez kluby wysokogórskie. Ważne są również profilaktyczne szkolenia lawinowe, które organizuje zarówno Centralny Ośrodek Szkolenia „Betlejemka”, jak też schroniska tatrzańskie w oparciu o ratowników TOPR-u, a także prywatne szkoły wspinaczkowe.


Marcin Zwoliński, fot. Tomasz Król
Możesz zastanawiać się, jak dobrą kondycję musisz mieć, żeby bezpiecznie uprawiać ten sport, jakie warunki musisz spełnić. - Należy pewnie jeździć na nartach. Trzeba sobie dobrze radzić w terenie nieprzygotowanym oraz poruszać się sprawnie w górach zimą. Druga sprawa to kondycja. Nie mówię, że musi być atletyczna, ale taka średnia krajowa. Musimy po prostu być w miarę sprawni ruchowo - tłumaczy Marcin Zwoliński. - Jeżeli chcemy w ski-touring, ski-alpinizm bawić się bardziej profesjonalnie, na przykład w Tatrach czy Alpach, niezbędne są też podstawowe umiejętności wspinaczkowe, wiedza i asekuracja. Chodzenie w rakach z czekanem, lotna asekuracja, autoratownictwo w szczelinach (jeżeli poruszamy się w górach lodowcowych), obsługa sprzętu typu detektor lawinowy, sonda i łopata - to konieczne umiejętności.

Właśnie lawiny są największym zagrożeniem dla ski-alpinistów, a jedną z naczelnych zasad jest, by nie wybierać się na tury samemu. - Zawsze chodźmy z towarzyszami, którzy w razie niebezpieczeństwa, zagrożenia lawinowego czy wypadku są w stanie nam pomóc. Jeżeli my, lub któryś z naszych towarzyszy zostanie przysypany lawiną, to szansa, że zdążą dotrzeć do nas służby ratunkowe, wyciągnąć kogoś żywego, jest bardzo mała - przestrzega Marcin Zwoliński. - Jeżeli lawina nas nie udusiła, nie wepchała pyłu lawinowego w układ oddechowy, nie połamała i utrzymane są podstawowe funkcje życiowe, to przez pierwsze 15 minut mamy 90% szans na wyratowanie. Szansa, że w miejsce oddalone w górach w ciągu pierwszego kwadransa po zejściu lawiny dotrą służby ratunkowe, jest bardzo mała. Musimy więc odpowiednio wybierać osoby, z którymi się na taką turę wybieramy, żeby po prostu mieć do nich zaufanie i by były to osoby doświadczone.

Nie należy też demonizować tego sportu - rozmówcy przekonują, że śmiertelne wypadki nie są tutaj na porządku dziennym. Najczęstszymi obrażeniami są kontuzje stawów skokowych, kolanowych, złamania. Jednak dzieje się tak głównie dlatego, że ski-alpiniści poważnie podchodzą do tego, co robią. Nie ma tu miejsca na brawurę. Mimo wszystko większość ski-alpinistów zna lub przynajmniej słyszało o kimś, kto zginął poza trasą

Czytaj w Menstream.pl
100 km na godzinę na nartach. Odważysz się?
Dotychczasowy rekord to 98 km/h. Aby go pobić 300 śmiałków weźmie udział w zjeździe z Tatrzańskiej Łomnicy. To sześć kilometrów ostrej jazdy na tak zwaną krechę.
Ivica Kostelic, słynny chorwacki narciarz, został kowalem
Z rywalizacji na stokach narciarskich jednak nie rezygnuje, a nową profesją zajmował się tylko kilka godzin.
Dolnośląskie Alpy
Co łączy Puchatka, Śnieżynkę i Lolobrygidę? Czym jest Bartuś, Nartorama i Winterpol? Odpowiedzi szukaj na Dolnym Śląsku.
Tagi:

sport

zima

narty

skialpinizm

Anna Jaskółka
2012-12-23
SKOMENTUJ

  
Podaj czwarty znak kodu HMBef
KOMENTARZE
Sprawdź w WP.pl
  • Sport - najnowsze informacje ze świata sportu