Reportaże i wywiady Na winie wcale nie trzeba się znać

Na winie wcale nie trzeba się znać. Marek Kondrat przekonuje, że wino z Biedronki to nie wstyd

Na winie wcale nie trzeba się znać. Marek Kondrat przekonuje, że wino z Biedronki to nie wstyd
Marek Kondrat [fot: Zych/Reporter Poland]

Marek Kondrat, jeden z najwybitniejszych polskich aktorów, który nie pojawia się na scenach teatralnych i w filmach od ponad 6 lat, kiedy tylko może przebywa w domu we Włoszech. Tam realizuje inną życiową pasję - winiarstwo. Twierdzi, że to nie wstyd kupować trunki w Biedronce i przyznaje, że na winiarstwie trudno jest zarobić. - W duszy nadal jestem aktorem, który aktorstwo porzucił, a tym czym się obecnie zajmuję i co chcę przekazać moim synom jest wino - mówi.

Menstream.pl: Czasy złotych, polskich myśli typu: kto nie pije ten jest szpicel niby minęły, ale abstynencję w towarzystwie nadal trudno Polakom zaakceptować. W naszym kraju da się nie pić alkoholu i nie narazić na ostracyzm?

Marek Kondrat, aktor, właściciel sklepów z winami: Niemożliwe byłoby przeniesienie się w inne czasy bezboleśnie i szybko. Wciąż jesteśmy jedną nogą w epoce, w której alkohol był obowiązkową częścią życia. To samo dotyczy innych dziedzin. Mamy w tej chwili niemal narodową dyskusję o związkach partnerskich, in vitro, Kościele. To są rzeczy tej samej miary i tego samego poziomu. Z trudem wchodzą w język i dyskurs społeczny, ale jednak są już obowiązujące. Kiedyś z tego wyskoczymy. Tak jak w czasach mojej młodości, kiedy człowiek innego koloru skóry był oglądany na ulicy, jak małpa w zoo. Dziś wielu z nich z nami pracuje. My z nimi pracujemy będąc na emigracji w Londynie, Paryżu, Stanach Zjednoczonych. Świat się wymieszał, niesłychanie ucywilizował i spacyfizował.

Czyli sądzi Pan, że dziś w Polsce nikt już nie patrzy podejrzliwie na osoby, które nie piją alkoholu w towarzystwie?

Mam do tego bardzo negatywny stosunek. Żarty takiego typu, jak ten ze szpiclem, wydają mi się po prostu niestosowne. Przecież nie można na nikim wywierać presji, żeby się napił i uczestniczył w jakiejś biesiadzie alkoholowej wbrew jego woli.

Ten co nie pije, na pewno nie ubije dobrego interesu.

Takie czasy na szczęście bezpowrotnie minęły. Męska biesiada, która ułatwia człowiekowi komunikację i natychmiast przenosi go w świat biznesu, który zawsze się lepiej ułoży, jak rzucimy się sobie w ramiona, zapłakani przyśpiewamy Kalinkę... Nie, nie, nie. Za sprawą instytucji finansowej, którą reklamuję od piętnastu lat, mam do czynienia z klientami najlepszymi, korporacyjnymi. To nie są tego typu ludzie, którzy muszą ze sobą wypić, żeby ubić interes. Dzisiaj jesteśmy w Europie i ludzie ze świata, do którego aspirujemy i do którego się dostaliśmy, nie mają takiego obyczaju wschodnio-azjatyckiego, że wszystko załatwiają przy wódzie, a na koniec idą z radości do domu uciech.

W świecie bankowców panują inne zasady. Tam reprezentuje Pan dużą, zagraniczną instytucję, ale jako biznesmen handlujący przecież alkoholem, nie spotyka się Pan z takim podejściem?

Jest Pan łaskaw nazywać mnie biznesmenem. Owszem, prowadzę biznes, ale stricte biznesmenem nie jestem. W duszy nadal jestem aktorem, który aktorstwo porzucił, a tym czym się obecnie zajmuję i co chcę przekazać moim synom jest wino. Traktuję je jako cywilizację, kulturę. Jako zaszczepienie czegoś odmiennego, do czego my Polacy, zupełnie nie jesteśmy przyzwyczajeni. Chciałbym, żebyśmy zapomnieli o dyżurnej butelce ciepłej wódki, którą kelner stawia na stole, na długo zanim zdążymy wybrać coś z menu. A poza tym i tak wiadomo, że skończy się na schabowym albo na pieczonej kiełbasie. Chcę to zmienić i dlatego współpracuję z niewielkimi, rodzinnymi winnicami, tłumaczę klientom, co oznaczają etykiety na butelkach. Pokazuję im inną cywilizację, długotrwałą, wolniejszą, spokojną i ułożoną.

Może ta kultura nie jest u nas powszechna, bo do Polaków po prostu nie pasuje? Mamy inny temperament, inne zwyczaje.

W Polsce ten trunek faktycznie nie jest zbyt poważany. Wypijamy zaledwie 2,5 litra wina na twarz rocznie. Przyzwyczailiśmy się do tego, że nie pijemy wina do posiłków po prostu z niewiedzy. Dlatego traktujemy wino odświętnie, ekskluzywnie i głównie, jako prezent dla lekarza. Mamy także bardzo restrykcyjną ustawę o wychowaniu w trzeźwości, która w dużym stopniu zabrania przekazywania ludowi wiedzy na ten temat. Dziś wina pije się na całym świecie do posiłków i nikt nie widzi w tym nic złego. Oczywiście abstynentów nie chcę do tego namawiać. Zawsze można wybrać wodę.

Jest Pan optymistą jeśli chodzi o Polaków? Jesteśmy już na tyle kulturalni, żeby potrafić rozpoznać dobre wino?

Na winie wcale nie trzeba się znać. Wystarczy, że wiemy co nam smakuje. Niewielu jest nawet Francuzów, którzy potrafią rozpoznać wszystkie podstawowe gatunki winogron po smaku.


Na zdj. Marek Kondrat w jednej ze swoich winiarni. fot. Lukasz Kalinowski/East News

Tylko, że Polacy podchodzą do win jeszcze inaczej. Wytrawnych nie piję, bo kwaśne. A francuskie to najgorsze - mówimy często.

Coś się do nas przykleiło, że Francja, to nie za bardzo, ale nie można oceniać win krajami. Są tam wina wielkie i wina podłe, tak samo jak w Chile są trunki wspaniałe i takie, których się nie da pić. Z gustami jednak się nie dyskutuje. Ja lubię to, Pan lubi tamto. Najlepszym winem zatem jest to, które nam smakuje. Bez dyskusji.

Wśród Polaków długo najbardziej popularnym i znanym winem było to patykiem pisane, ewentualnie węgierski Egri Bikaver, czyli wina z niezbyt wysokiej półki. Nadal mało kto poczuje różnicę między szczepami chardonnay a sauvignon blanc. Jesteśmy gotowi na taki przeskok?

Niewątpliwie wino, to cywilizacyjny krok w górę, bo to trunek nieagresywny. Inne są powody jego picia niż tylko przeniesienie się w świat baśni, jak wódka, która czyni nas kimś innym: weselszym, bardziej inteligentnym i nie żyjemy za pół godziny. Wino to kompan jedzenia, długiej biesiady, przy której nie spada się pod stół.

Na świecie uprawia się dziś blisko pół setki różnych odmian czerwonych winorośli. Najczęściej na polskich półkach sklepowych można znaleźć wina czerwone ze szczepów: merlot, cabernet sauvignon, pinot noir, shiraz, grenache, malbec, pinotage, tempranillo i zinfandel. Dziś po prostu nikt nie ma czasu na takie jedzenie. Wszyscy się spieszą, pędzą.

Dlatego picie wina sprzyja temu, żeby cofnąć się do czasów dzieciństwa, kiedy miało się czas na odczuwanie zapachów. Dziś faktycznie jesteśmy światem pospiesznym, wpadamy do jadłodajni, żeby zaspokoić głód, a nie delektować się posiłkiem. To różni nas od świata, w którym króluje wino.

Tylko, że nadal rozmawiamy o alkoholu. Brzmi to pięknie i marzycielsko, ale nie można zapominać, że to trunek, który ma procenty. Nadal można się od niego uzależnić. Mówi się, że marihuana to pierwszy krok do twardszych narkotyków. Z winem może być podobnie: dużo jemy, dużo pijemy i nagle okazuje się, że mamy problem.

Wina białe produkuje się najczęściej ze szczepów winogron: chardonnay, riesling, sauvignon blanc, sémillon, muscat, palomino, pinot blanc. Wino powstało osiem tysięcy lat przed naszą erą. Towarzyszy nam odkąd zaczęliśmy być ludźmi. Dzięki niemu odkryto wiele lądów, bo woda się psuła, a wino dało się przetrzymać, można więc było wypływać w długie, dalekie podróże. Nie możemy mówić tylko o krańcowych przypadkach. Poza tym piwa pijemy sto litrów rocznie i leje się z telewizji hektolitrami. O winie nie możemy mówić nic. To usprawiedliwiana hipokryzja, bo piwo wspiera sport w Polsce. Dziś wszystko może człowieka uzależnić lub uczynić go aktywnym alergicznie. Życie, w ogóle, nie jest zdrowe.

Jeśli już chce Pan uczyć ludzi, o tym aspekcie również trzeba wspominać. Żeby zachować odpowiedzialność, trzeba uświadamiać, że alkohol może być niebezpieczny. Powinno się też uczyć ich, jak się zachować wobec człowieka, który wpadł w alkoholizm.

Kompletnie mnie to nie interesuje. Nie zaprzątam sobie tym głowy. Są poradnie alkoholowe, a poza tym nie znam przypadku, żeby ktoś uzależnił się od Chateau Margot albo przez nie stał się alkoholikiem. Da się wybrać znacznie prostsze elementy.

Zobacz zwiastun filmu Wszyscy jesteśmy Chrystusami z Markiem Kondratem, w którym zagrał alkoholika, Adasia Miauczyńskiego:

Na jakim elemencie edukowania chce się Pan więc skupiać?

Uczę czym jest cywilizacja wina. W jakim stopniu składa się ono z części naturalnej, czyli z wody, soku i dwutlenku węgla. Pokazuję też rolę człowieka, który aż w pięćdziesięciu procentach ma wpływ na to, jaki to będzie trunek. Miałem nie raz okazję pijać wino prosto w winnicach. Serowano mi wtedy trunek, który był wyprodukowany przez dziadka winiarza. Szliśmy do piwnicy i piliśmy wino, które do tej pory czekało na swój czas. Gdzie mi tam do przypadków chorobowych. W takim wypadku musiałbym mówić też ludziom: uważajcie, nie wychodźcie z domu, bo potrąci was tramwaj, spadnie na was cegła, nie pijcie, bo się uzależnicie. Niech sobie to wszystko każdy załatwia we własnym sosie, ale ja nie będę brał za to odpowiedzialności. Jeśli się zdarza, to się zdarza. Sam kontakt z butelką nikogo w alkoholizm nie wpędzi.

Rozróżnia się dwa główne rodzaje tokaju: szamorodni, otrzymywany z niesortowanych winogron i aszú - dosładzany podsuszonymi winogronami (tokaje putionowe). Tokaj powstaje przede wszystkim z owoców szczepu furmint , który stanowi 70 proc. uprawianych w rejonie winorośli. Czyli po prostu pić trzeba umieć.

Trzeba wiedzieć, że wino w odpowiedniej ilości może wręcz pomagać.

Na przykład Tokaj Essencia był podawany królom na łożu śmierci. Miał ich od niej wybawić.

To wino bezalkoholowe i sam ekstrakt jest dostępny dziś w aptekach. Mało kto wie, że w tych miejscach, gdzie powstaje wino, ludzie mniej umierają na choroby serca, krążenia, przewodu pokarmowego i na nowotwory. Na coś jednak trzeba umrzeć, więc ludzie tam w większym stopniu umierają na wątrobę (śmiech).

Co zatem zrobić, żeby Polacy świadomiej pili alkohol?

Jeżeli wina są dla kogoś przedmiotem zainteresowania i może dzięki nim wzbogacić swoją wiedzę, to wtedy będzie z nich korzystał rozumniej. Co prawda człowiek, tworzy wokół wina baśnie i jest wiele powiedzeń, które korelują nasze życie z życiem krzewu winogronowego. Naprawdę więc chodzi o ogromną kulturę związaną z piciem win.

Tylko, że w Polsce nie ma dobrych win. Nie możemy napić się jakościowego trunku z naszych rodzimych winnic.

Od 2006 roku jesteśmy krajem winiarskim i mamy ponad 700 winiarni. Mały areał upraw sprawia, że wina są drogie i nie mamy praktyki w ich wytwarzaniu. Przed nami więc faktycznie długa droga. Tym bardziej, że nie mamy też odpowiedniego klimatu.

Faktycznie polskie wina są niesmaczne?

Jak komu smakuje, ale generalnie... są niedobre. Szczepy są znacznie gorsze niż te, które można znaleźć np. na moich półkach, a to dlatego, że ich zadaniem jest głównie przetrwać zimę i wiosenne przymrozki. Ale nie o to chodzi. To imperatyw przynależności do pewnej cywilizacji. Nawet Norwegowie w połowie XIX wieku hodowali wino pod szkłem. Dziś do rodziny winiarskiej przybywają kraje, które kiedyś kompletnie się z tym nie kojarzyły: Indie, Chiny, Tajlandia, Brazylia.

W Zielonej Górze wina produkuje się od lat 60., a w 90. Zaczęły powstawać tam winiarnie z prawdziwego zdarzenia. Mówi się nawet, że to stolica polskiego winiarstwa, a jednak nie udaje się przebić z nimi na rynek.

Po prostu nie mamy tradycji. To droga inwestycja, a przy słabej nadziei na dobrą sprzedaż, która zwróci włożony kapitał, nie zawsze jest to opłacalne. Tym bardziej trzeba docenić tych producentów, że nie chodzi im tylko o pieniądze. Z drugiej strony jednak, dzięki temu, że przez długi czas nie byliśmy krajem winiarskim, mamy dziś jedną z najbogatszych ofert win z całego świata. Nie ograniczamy się tylko do swoich win, tak jak Francja albo Hiszpania.

Przez to również te wina są dużo droższe niż na Zachodzie. W Belgii wino Chateauneuf du Pape, można kupić za 8 euro w pierwszym lepszym supermarkecie typu Aldi. U nas to już powiedzmy, średnia półka cenowa, bo kosztuje ponad 100 złotych.

Mamy wysoki VAT, wysokie akcyzy, a transport plus marża sprzedawcy sprawia, że ceny są w Polsce, takie jakie są. Jednak i tak są teraz niższe niż kiedyś. W przyszłości pewnie będzie jeszcze lepiej. Wyższy obrót sprawi, że handlowcy zaczną rezygnować z tak wysokich marż na rzecz większej sprzedaży.

No właśnie. Marże w sklepach winiarskich są często bardzo duże.

Wszystko zależy od importera.

To chyba sprawia, że sklep z winami to nie najlepszy biznes. Nie dość, że win pijemy mało, nie znamy się na nich, to jeszcze odstraszają nas ceny. Lepiej więc kupić tańsze wino w Biedronce niż przepłacać u winiarzy.

Nie widzę żadnego wstydu w kupowaniu win w Biedronce. 92 procent win sprowadzanych do Polski sprzedaje się właśnie w super i hipermarketach.

Gdyby marże były mniejsze to pewnie przedsiębiorcy, tacy jak Pan mogliby zarabiać więcej.

Ceny pewnie mogłyby być niższe, ale trzeba pamiętać, że w supermarketach kupujemy produkt masowy. Nie ma żadnej gwarancji, co do jego jakości. Często są to wina ekonomiczne, które przychodzą w beczkach i są rozlewane w Polsce. Po wtóre sieci mogą bardzo zejść z marży, wyrównując straty na innych produktach. Małe sklepy winiarskie specjalizują się tylko w sprzedawaniu win i nie mają czym nadrabiać braków.

Warto zatem zapłacić kilka tysięcy złotych za francuskiego Petrusa w sklepie winiarskim?

Czy ja wiem... jeśli kogoś na to stać... Ja wino traktuję jako towarzysza zabawy, prawie codziennej, więc szukam takich, które nie wyrywają mi kieszeni. Są tacy, których raduje wydawanie absurdalnych kwot na butelkę wina. Mnie to nie kręci.

Czytaj w Menstream.pl
2 Pac i Joplin razem na scenie? To możliwe
L.U.C to raper niepokorny. Tworzy na pograniczu różnych stylów. Jest reżyserem, kompozytorem i producentem. Jak sam mówi, to mało dochodowe, więc dorabia na sprzedaży szczypiorku. W rozmowie z Menstream.pl ujawnia, czy zamierza rozstać się z nagrywaniem płyt.
Pięć lat udawał terrorystę
Antonio Salas przeszedł na islam, obrzezał się i wymyślił dopracowaną fikcyjną tożsamość. Nam udało się z nim porozmawiać.
To nasi robią w Afganistanie
Roman Polko opowiada o tym, co naprawdę dzieje się w bazach wojskowych i poza nimi. Wyjaśnia także czy terroryści to partyzantka.
Piotr Kaszuwara
2013-03-11
SKOMENTUJ

  
Podaj trzeci znak kodu pt12e
KOMENTARZE
  • alkohol nie ma smakować tylko sponiewierać ciało i umysł
    odpowiedz
  • 12.03.13, 10:09:05

    ~kosmopolita

    ~fhgiuhlikjlij napisał(a):
    Mieszka we Włoszech, podlizał się Portugalczykom z Biedronki, dokopał polskim winiarzom z Zielonej Góry, wynagrodzenie z Holandii. Patriota


    Napij sie człowieku wina może mniej jadu bedziesz wydalał, skonczysz srednią szkole. znajdziesz pracę moze nawet zaczniesz czytać ksiązki (no to ci nie grozi:)
    odpowiedz
  • 13.03.13, 12:12:27

    ~cukier szkodzi

    Panie Redaktorze, co Pan tak z tym "alkohol szkodzi", że "trzeba ludzi uświadamiać o zagrożeniach"? Rozmawia Pan z winiarzem czy ośrodkiem leczącym uzależnienia? Zapewne dobrze Pan wie, że w krajach południa Europy, ale także w rejonach winnych Niemiec, wino pije się już przed osiemnastką, a łączone z wodą jest po prostu napojem chłodzącym, ponieważ nie psuje się tak szybko jak woda. Przed winem nie powinno się ostrzegać, lecz do niego namawiać. Kto pije wino, nie często sięga po mocniejsze trunki. No, chyba że chodzi o krzewienie PATRIOTYZMU poprzez picie rodzimych produktów w postaci wódki czy marnej jakości i szkodliwych jaboli. Na szczęście zawsze możemy tworzyć własne domowe nalewki...
    odpowiedz
  • 14.03.13, 08:15:42

    ~Kubajek

    ~też Marek napisał(a):
    Policzmy: VAT+akcyza+koszty transportu+jakieś inne koszty = ca 60-70%.W sklepie(!) we Francji wino do codziennego spożycia ,ale nie vin de table,kosztuje ok.3 - 4 euro.W Polsce to samo wino nie mniej niż 25-30 zł czyli ponad 100% drożej,a przecież importer nie płaci cen detalicznych ale hurtowe.Krótko mówiąc polski sprzedawca ,pan Marek też ,ustawia cenę z 50% -owa marżą.Co najmniej! Wiele win tak porównywałem,i zawsze mi wychodziło to,iż polski sprzedawca chce zarobić wiele,zbyt wiele na winach.W innych sprawach zgadzam się z panem Markiem w całości.W sprawach cen - nie !


    Panie "też Marku" zgadzam się z Panem.
    Co ciekawsze te same wina francuskie, hiszpańskie czy włoskie, za naszą zachodnią granicą kosztują połowę tego co u nas. W przypadku tych z wyższych półek różnica jest jeszcze bardziej rażąca. To nasi "byznesmeni" robią nas w konia. A ręce precz od Biedronki bo ma naprawdę niezłe wina za rozsądną cenę!
    Pozdrawiam
    odpowiedz
  • 15.03.13, 14:58:34

    ~nie francuz

    ~cukier szkodzi napisał(a):
    Panie Redaktorze, co Pan tak z tym "alkohol szkodzi", że "trzeba ludzi uświadamiać o zagrożeniach"? Rozmawia Pan z winiarzem czy ośrodkiem leczącym uzależnienia? Zapewne dobrze Pan wie, że w krajach południa Europy, ale także w rejonach winnych Niemiec, wino pije się już przed osiemnastką, a łączone z wodą jest po prostu napojem chłodzącym, ponieważ nie psuje się tak szybko jak woda. Przed winem nie powinno się ostrzegać, lecz do niego namawiać. Kto pije wino, nie często sięga po mocniejsze trunki. No, chyba że chodzi o krzewienie PATRIOTYZMU poprzez picie rodzimych produktów w postaci wódki czy marnej jakości i szkodliwych jaboli. Na szczęście zawsze możemy tworzyć własne domowe nalewki...

    jasne, tylk ze francja jest krajem gdzie jest najwiecej marskosci watroby !
    odpowiedz
  • 15.03.13, 19:31:07

    ~rudaa

    nie pier**cie!! ja jezdze specjalnie do biedronki po jedno portugalskie wino ktore jest oryginalne i ....tanie, a przede wsyztskim smaczne.nikt mi nie bedzi emowil gdzie mam robic zakupy i co mam pic.
    odpowiedz
  • 15.03.13, 19:33:38

    ~rudaa

    p.s. z drugiej strony niezle kombinuje..wino podobno jest w cenie teraz..lepsze niz akcje czy zloto, a przyszlosc trzeba zapewnic dzieciom.
    odpowiedz
  • 17.03.13, 08:42:19

    ~bikv

    co za brednie-nic tu prawdy nie ma
    odpowiedz
  • 31.03.13, 17:13:52

    ~HA HA HA

    Jak z tak małego owadada jak biedronka uzyskać,dobre wino (wydojić ją)
    odpowiedz
  • 24.10.13, 13:28:15

    ~kochamwino

    uwielbiam jednak wloskie wina www.stopitalianshop.pl takie posiada i sa pyszne
    odpowiedz