Reportaże i wywiady "Imagine" to nie film dla radosnych osłów

"Imagine" to nie film dla radosnych osłów. Andrzej Jakimowski mówi, dlaczego historia niewidomych dotyczy każdego

"Imagine" to nie film dla radosnych osłów. Andrzej Jakimowski mówi, dlaczego historia niewidomych dotyczy każdego
Andrzej Jakimowski na uroczystości wręczenia nagród Stowarzyszenia Filmowców Polskich "Złote taśmy 2007" [fot: Donat Brykczynski/REPORTER]

Film pod tytułem Imagine, to kino bez komercyjnych ukłonów - twierdzi Andrzej Jakimowski w rozmowie z Menstream.pl. Reżyser zdecydował się opowiedzieć historię niewidomych, poruszających się po ulicach Lizbony za pomocą echolokacji, czyli widzenia dźwięków. To film o wyobraźni, która jest już znakiem rozpoznawczym reżysera i pojawia się w każdym jego filmie. Jedną z głównych ról w Wyobraź sobie zagrał brytyjski aktor Edward Hogg, znany z filmu Anonimus. Imagine dziś wchodzi na ekrany kin. Czy polska produkcja bez polskich aktorów odniesie sukces?

Menstream.pl: Powiedział Pan, że ludzie z wyobraźnią mogą być niebezpieczni, bo często myślą inaczej niż ogół, mają swoje zdanie. Pan jest niebezpieczny?

Andrzej Jakimowski, reżyser filmu Imagine: Mam nadzieję, że nie jestem. Jednak z punktu widzenia społeczeństwa, ludzie z wyobraźnią mogą rzeczywiście być zagrożeniem. Są niebezpieczni przede wszystkim dla schematów, ciemnoty i nietolerancji.

A jest Pan marzycielem?

Raczej nie. Sądzę, że daleko mi do marzycielstwa, a w życiu postępuję konkretnie i racjonalnie. Większość moich filmów jest zakorzeniona w dokumencie, więc staram się trzymać blisko ziemi.

Wyreżyserował Pan Imagine, czyli w wolnym tłumaczeniu Wyobraź sobie. Pana wcześniejszy film - Sztuczki również mówiły o pogoni za lepszym światem. Ich bohater - Stefek - marzył, żeby pociąg zatrzymał się w Wałbrzychu i żeby wysiadł z niego ojciec, który dawno temu zostawił rodzinę.

Wyobraźnia wcale nie determinuje marzycielstwa. Poezja często wychodzi od konkretu i dzięki niemu tworzy przepiękne i trafne metafory. Wyobraźnia pozwala nam poznawać świat, marzycielstwo trochę nas od świata oddala.

Zobacz trailer Imagine:

Przecież dzięki wyobraźni możemy spełniać marzenia.

Wyobraźnia faktycznie jest tu potrzebna, ale marzycielstwo wcale nie. Stefek w Sztuczkach potrafi wywołać różne zdarzenia i jest realistą. Działa w realnym świecie i tylko taki go interesuje. Właśnie tym różni się od innych ludzi, bo naprawdę uprawia hazard z losem. Wyobraźnia natomiast jest mu potrzebna by zrozumieć, jakie mechanizmy żądzą życiem po to, by móc wsadzić kij w ich tryby. By móc je zakłócić, ale w żadnym wypadku nie jest to marzycielstwo. Jest to postawa realisty, który konsekwentnie dąży do osiągnięcia swoich celów.

Stefek różni się więc od Polaków, bo nie daje się owładnąć schematom. Polscy widzowie natomiast się w nich lubują. Albo jesteśmy radosnymi osłami, którzy kochają tandetne komedie typu Kac Wawa albo jesteśmy refleksyjni, ale równocześnie depresyjni i oglądamy obrazy takie jak 33 sceny z życia Małgorzaty Szumowskiej.

Poziom kinematografii wcale nie musi odzwierciedlać poziomu intelektualnego naszego społeczeństwa. Raczej pokazuje mechanizmy działania przemysłu filmowego. Łatwo jest sprzedać pewne schematyczne idee lub proste produkty, takie jak komedia romantyczna. Filmy, które epatują ponurym obrazem świata - podobnie. To jednak wcale nie znaczy, że tacy są widzowie. Oni nie mają wyboru, nie kręcą filmów.

Zobacz międzynarodowy zwiastun filmu Sztuczki:

Chodzą jednak do kina, kupują bilety, DVD. Gdyby nie podobały im się takie filmy, to by nie płacili za nie.

Takie prawo rynku i wielkich liczb. Jednak nie możemy wrzucać wszystkich do jednego worka. Kino to nie tylko biznes. Może być również przygodą intelektualną i sprawiać radość taką, jaką daje sztuka, czyli poczucie kontaktu z czymś pięknym i interesującym. Jest jednak sztuką jarmarczną i rządzą nią pewne prawa, które decydują o tym, jaki towar uda się sprzedać większości.

Czyli produkcja masowa w zamian za jakość.

Ciekawych rzeczy jest faktycznie mało. Tak samo, jak trudno jest znaleźć dobre książki. Nie należy jednak robić z tego problemu i wyciągać wniosków o całej widowni. Są wśród nas tacy widzowie, którzy potrzebują czegoś głębszego.

W Polsce jest ich na tyle niewielu, że próbuje Pan stąd uciec? Imagine to film z zagraniczną obsadą, angielskimi dialogami i nakręcony w barze w Lizbonie. Tematyką i jakością również odbiega od standardów polskiej kinematografii.

 

Moje filmy znalazły swoich widzów także poza Polską, ale polska widownia jest dla mnie równie ważna. Nie jest dla mnie żadną przeszkodą robić filmy i dla niej. Moi odbiorcy w kraju i zagranicą są podobni do siebie.

Sztuczki wyświetlano w ponad 70 krajach. To dobry początek by zagościć na ekranach za granicą na stałe?

Niewątpliwie pomogło to w stworzeniu koprodukcji międzynarodowej, którą jest Imagine. Ma to jednak swoje konsekwencje. Różne kraje składają się na budżet, więc chcą mieć go w języku, który zapewnia możliwość szerszej dystrybucji. Sztuczki mimo ogromnego sukcesu w pewnym momencie natrafiły na barierę - właśnie język.

Polacy są gotowi na tego typu, ambitne kino?

Imagine nie jest adresowane ani do wszystkich Polaków, ani do całej widowni, a do ludzi, którzy w jakiś sposób są podobni do mnie. Na pewno nie narzekam na puste fotele. Kino artystyczne ma to do siebie, że z trudem się finansuje. Ja mam szczęście, że mogę rozłożyć ten ciężar na większe terytorium. Dzięki temu mogę realizować filmy, które nie idą na kompromis. Bez komercyjnych ukłonów.


Andrzej Jakimowski z kamerą na planie filmu Nauka latania. fot. Marek Zawadka/Reporter

Widz podobny do Pana, czyli jaki?

Kiedy wyobrażam sobie, jak film ma budować uwagę, to mam na myśli ludzi mających podobną wrażliwość. Są otwarci na świat, są ciekawi świata i mają do niego pozytywny stosunek. Pokazuję je przyjaciołom, patrzę jak na nie reagują, spotykam ludzi, którym moje filmy się podobają. Oni są. Nie są łatwym targetem marketingowym, bo są nietypowi, są indywidualistami. Są rozproszeni. Jednak znajdzie ich pan w każdym środowisku. Jest ich wielu i warto dla nich robić filmy.

Gdzie wyobraża Pan sobie filmy? W fotelu, w tramwaju, w samochodzie?

Często pomysły wpadają nawet podczas rozmowy. Pojawia się wtedy coś w rodzaju drugiego toru myśli. Dobrym czasem, kiedy jestem wyłączony z innej aktywności jest podróż. Często latam samolotem, jeżdżę pociągami. Tam najlepiej pracuje moja wyobraźnia. Idealny jest również tramwaj lub autobus. Przesuwające się obrazy, spojrzenia na innych ludzi inspirują.

To pozwala stać się dobrym obserwatorem. Dlatego też ciągnie Pana w kierunku lokalności? Najpierw rzeczywistość starych PGR-ów w Zmruż oczy, później najbiedniejsze osiedla Wałbrzycha w Sztuczkach. W Imagine zawędrował Pan zaskakująco daleko.

Lizbońska lokalność wcale nie jest egzotyczna i nie czuje się tam bardziej obco niż w Wałbrzychu. Portugalia nie jest aż tak daleko i to między innymi chcę uświadomić moim widzom. Powinniśmy zacząć poczuwać się do wspólnoty z Europą. Mamy wiele podobnych wartości. To także nasz kawałek świata. Świat niewidomych już nie tak bardzo.

Echolokacja to system określania położenia przeszkód lub poszukiwanych obiektów w otoczeniu z użyciem zjawiska echa akustycznego. Prekursorem ludzkiej echolokacji jest Daniel Kish, który uczy inne niewidome osoby tej techniki. Dlaczego akurat echolokacja stała się tematem przewodnim w Imagine?

Kiedy zainteresowałem się, jak niewidomi poruszają się w przestrzeni, dotarłem do wiedzy na temat echolokacji. Echolokacja i w ogóle nauka orientacji przestrzennej dobrze oddają ogólną ideę, która przyświeca filmowi. Wyobraźnia, która jest niezbędna by zobaczyć świat poprzez dźwięki, jest też potrzebna by rozpoznać, jaki świat jest naprawdę, w konkretach. Mówię o świecie, w którym możemy sobie nabić guza, a nie o takim który unosi się gdzieś w chmurach.

Próbował Pan chodzić na przykład po domu z zamkniętymi oczami?

Tak, ale mi się nie udało. To niesamowicie trudne. Potrzeba bardzo silnej motywacji i nie sądzę, żeby osoby widzące łatwo się tego nauczyły. Nie jesteśmy w stanie pobudzić właściwej partii mózgu, bo aktywna jest tylko ta, która jest odpowiedzialna za słyszenie.

Zawsze dobiera Pan interesujących aktorów. W Sztuczkach Stefka zagrał chłopiec, który naprawdę urodził się w Wałbrzychu, a w Imagine wystąpili aktorzy, którzy naprawdę są niewidomi. Co było dla nich najtrudniejsze na planie?

Wyjątkowo trudno było im nadążyć za szybko pracującą ekipą i za zmianą sytuacji. Niemożliwym przecież było dać im na stałe kogoś, kto będzie mówił im co się dzieje na planie w momencie, kiedy niczego nie słychać. Są również bardzo wrażliwi na dźwięk i na hałas. Niespodziewane krzyki bardzo ich męczyły i wyczerpywały.


Andrzej Jakimowski razem z niewidomym aktorem Melchiorem Derouetem na planie Imagine, fot. Kino Świat

Teraz mógłbym powiedzieć, że to straszne, okropne itd. I znów pogrążylibyśmy się w stereotypowym postrzeganiu niepełnosprawnych. A wbrew pozorom współczucie jest chyba czymś, co szczególnie ich drażni.

Współczucie jest zupełnie niepotrzebne. Bardzo trudno im żyć i wymagają pomocy, ale na partnerskich zasadach. Prędzej powiedziałbym, że zasługują na podziw niż na współczucie, bo potrafią radzić sobie z przeciwnościami, które często przerastają możliwości zwykłych ludzi. Warto się tego od nich uczyć. Są jednak różne przypadki. Wielu z nich zamyka się w domach i nie pomaga im się wyjść do świata. Często niestety wynika to ze słabej sytuacji finansowej, ale jest pokaźne grono ludzi niewidomych, którzy prowadzą naprawdę aktywny tryb życia. Są tacy sami jak my, w niczym nam nie ustępują, poza tym, że w pewnych sytuacjach jest im trudniej.

Niektórych jednak mogą oburzać sceny z Imagine. Jak np. ta, kiedy Ian wpada do dziury w drodze.

To scena zarówno tragiczna, jak i komiczna. Takie rzeczy się w życiu zdarzają. Myśli Pan, że niewidomi na nic nie wpadają? Nabijają sobie guzy, wchodzą w słupy. Jeśli nie robią sobie krzywdy, to nic nie szkodzi, żeby razem z nimi trochę się pośmiać. Ian rzeczywiście wpada do niezabezpieczonego zsypu na węgiel, ale wcale go to nie ośmiesza. Akurat w tym wypadku budzi współczucie, bo ma pecha.

Jednak rusza dalej.

I o to chodzi.

Kim jest Andrzej Jakimowski?
Reżyser Imagine jest absolwentem wydziału filozofii na Uniwersytecie Warszawskim i reżyserii na WRiTV Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach. Ma na swoim koncie kilka filmów dokumentalnych m.in. Miasto cieni, które otrzymało główną nagrodę na Międzynarodowym Festiwalu Filmów i Programów Etnicznych At home w Krakowie oraz film Wilcza 32, który zdobył główną statuetkę Gryfa na Przeglądzie Form Dokumentalnych w Szczecinie. Nakręcił także kilka filmów kinowych i pełnometrażowych. Jego pierwszym sukcesem i zarazem debiutem fabularnym był Zmruż oczy. Obejrzało go prawie 100 tysięcy widzów. Otrzymał za niego m.in. Nagrodę Specjalną Jury w Gdyni, Srebrne Grono w Łagowie i wyróżnienie FIPRESCI w Mannheim oraz Paszport Polityki. Kolejnym sukcesem były Sztuczki, opowieść o najbiedniejszych dzielnicach Wałbrzycha, za które Andrzej Jakimowski otrzymał m.in. Złote lwy oraz Orły. Choć Imagine dopiero wchodzi na wielki ekran, to już ma na swoim koncie pierwsze miejsce na Warszawskim Festiwalu Filmowym. Andrzej Jakimowski od urodzenia mieszka w stolicy.
Czytaj w Menstream.pl
Zarobią na śmierci bin Ladena
Oto pierwsza ekranizacja historii tropienia najgroźniejszego terrorysty świata.
Pornografia w kinach
Seks i przemoc nie są dla Serbów tematem tabu, bo niemal w każdej rodzinie ktoś został zgwałcony lub zamordowany.
Wyznanie autorki Bejbi Blues
Katarzyna Rosłaniec, która wcześniej wyreżyserowała Galerianki odsłania kulisy powstawania jej filmów.
Tagi:

andrzej jakimowski

sztuczki

imagine

edward hogg

Piotr Kaszuwara
2013-04-12
SKOMENTUJ

  
Podaj czwarty znak kodu 7H2Di
KOMENTARZE