W 1932 roku Salah Ali Badran, mieszkaniec małej oazy Zellah na Saharze, miał osiem lat. Pod koniec ubiegłego roku na widok archiwalnego zdjęcia Kazimierza Nowaka starzec wykrzyknął: Tak! To był on! - Wówczas w latach trzydziestych, nikt nie potrafił uwierzyć, że samotny człowiek z rowerem pokonał Saharę - opowiada Dominik Szmajda, który podczas podróży przez Libię spotkał Salaha na swojej drodze.
Jeden z nielicznych żyjących jeszcze naocznych świadków wielkiej podróży Polaka wspomina, że w kwietniu 1932 roku Kazimierz Nowak po wielodniowej wędrówce przez Harugi Czarne dotarł do oazy skrajnie wyczerpany. Na miejscu spotkał się z wielką gościnnością. Ale największe zdziwienie mieszkańców wioski budziło to, że przybysz... jedzie w dalszą drogę i zamierza przejechać całą Afrykę.
40 tysięcy kilometrów afrykańskiej przygody
Dzisiaj mija 259. dzień sztafety rowerowej, która po osiemdziesięciu latach szuka w Afryce śladów wielkiego, choć na długo zapomnianego Polaka. W sumie prawie setka polskich podróżników zafascynowanych postacią Kazimierza Nowaka do końca 2011 roku pokona około 40 tysięcy kilometrów przemierzając Afrykę z północy na południe i z powrotem. Nie tylko na rowerach. Również pieszo, konno, łodzią i na wielbłądach. Czyli dokładnie tak, jak zrobił to Kazimierz Nowak.
Na pamiątkę uczestnicy sztafety po drodze zostawiają tabliczki z informacją, że tędy w latach 30.ubiegłego wieku biegła trasa podróży polskiego odkrywcy. Swoje relacje piszą między innymi na stronie www.afrykanowaka.pl. Kolejnym etapom przekazują jako sztafetową pałeczkę książkę z reportażami Nowaka Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd – z dodatkowymi pustymi stronami na wpisy spotkanych osób. A po powrocie do domu: spotkania, prezentacje, wywiady. Wszystko po to, by jak najbardziej upamiętnić Polaka, który dokonał niemożliwego.

fot: AfrykaNowaka.pl
Uciekł do Afryki przed bezrobociem
Marzenie Nowaka o podróży było tak wielkie, że wyruszył w nią, pomimo że do dyspozycji miał tylko stary rower i niewielkie oszczędności w kieszeni. Dodatkowo wspierała go firma Stomil, zapewniając mu zapas dętek. Wyruszył najpierw pociągiem do Rzymu, potem już rowerem do Neapolu, by stamtąd przeprawić się statkiem na Czarny Ląd.
Od tej pory był zdany na siedmioletni rower i spotkanych po drodze ludzi. Po drodze pisał teksty do gazet, a wierszówkę posyłał rodzinie. Bo zaskakująca prawda jest taka, że bezrobotny Nowak wyruszył w swoją podróż nie tylko, by spełnić marzenie, ale również dlatego, że w publikowanych reportażach i zdjęciach widział szansę na zarobek pieniędzy dla rodziny: żony i dwójki dzieci.
- A że wokół czai się śmierć, że pośród traw pełzają kobry, że ryk lwa zdaje się rozkołysał drzewa, to niestraszne wcale – pisał. – Można się przyzwyczaić do tego szybciej niż do bezrobocia, patrzenia na codzienną nędzę rodziny, na piec, który w mroźny poranek nie promieniuje ciepłem i nie ogrzewa dzieci, bo brak pieniędzy na opał... .
I gdy już w 1934 roku, po przejściu malarii, kilku spotkaniach ze śmiercią i bez grosza przy duszy, dotarł do Przylądka Igielnego... postanowił zawrócić i przejechać Afrykę na rowerze jeszcze raz.

fot: AfrykaNowaka.pl
Wsiadł na rower po lekturze o Nowaku
Dominik Szmajda przez kilka lat pracował jako przedstawiciel handlowy w firmie farmaceutycznej. Z rowerem miał tyle wspólnego, że dojeżdżał na nim do pracy. Ale marzył o wielkiej podróży. W końcu przyszedł czas, że rozstał się z firmą i zaczął pracę w wydawnictwie Sorus prowadzonym przez rodziców. Zaczął planować podróż, równolegle pracując przy wydaniu reportaży Kazimierza Nowaka.
W listopadzie 2008 roku Dominik Szmajda zabrał rower i ruszył do Afryki Zachodniej. Przez cztery miesiące przemierzył na rowerze Maroko, Mauretanię, aż po Mali. W sumie sześć tysięcy kilometrów. - Praca w rodzinnej firmie umożliwiła mi wzięcie czterech miesięcy urlopu - śmieje się Dominik Szmajda, który rok później już w ramach Afryki Nowaka ruszył do Libii. I podobnie jak Nowak nie tylko na rowerze jechał, ale również przez około 60 kilometrów pchał go po wydmach Sahary.

fot: AfrykaNowaka.pl