MenStream.pl Rozrywka Wiadomości Zabiło ich na Antarktydzie. Zobacz wideo

Zabiło ich na Antarktydzie. Zobacz wideo

1/2  |  2011-12-16 06:30
John Carpenter nie chce mieć nic wspólnego z nową wersją The Thing. Słusznie? Od dziś przekonasz się w kinie.Czytaj dalej
Zabiło ich na Antarktydzie. Zobacz wideo
fot: Kino Świat
 Producenci na wskrzeszanie wyjątkowego klimatu dreszczowca z początku lat 80. przeznaczyli budżet wysokości 35 milionów dolarów. Czyli ponad dwukrotnie taki, jakim dysponował John Carpenter reżyserujący oryginał w 1982 roku. Miał on wówczas do zagospodarowania ledwie 15 milionów dolarów, ale stworzył film, który do dzisiaj budzi emocje.

- Carpenter to król horroru. Współpracował przy scenariuszu do kultowego "Halloween", który zapoczątkował serię mrocznych dreszczowców. To dzięki nim stał się rozpoznawalny. W jego filmach nie chodzi tylko o bestię, która ma przestraszyć, ale również o dylematy moralne, którymi Carpenter obarcza widzów identyfikujących się z bohaterem. "Coś" to doskonały przykład jego kunsztu - przekonuje niezależny krytyk filmowy.


Kino Świat/Materiały Dystrybutora
Scenarzysta Świtu żywych trupów oraz Oszukać przeznaczenie 5 - Eric Heisserer - doszedł do wniosku, że remake kultowego filmu nie jest najlepszym posunięciem.

Dlatego też amerykańsko-kanadyjska koprodukcja z 2011 roku ma przedstawić dramatyczne wydarzenia poprzedzające atak pozaziemskiego Czegoś na bazę amerykańskich naukowców, który pierwotnie zobrazował Carpenter.

- Powiedzieli nam: Nikt nie zna się lepiej na potworach i horrorach niż my – mamy najbogatsze doświadczenie w tej dziedzinie. Oto pełne portfolio naszych filmów grozy – co myślicie o thrillerze "Coś"? Naszą pierwszą reakcją był sprzeciw – nie chcieliśmy robić lepszej, poprawionej wersji tego filmu. "Coś" to nie jest film, który można przerobić, albo nakręcić od nowa - wspomina pierwsze rozmowy z wytwórnią Universal producent Eric Newman.

Siekiera w ścianie

- Jesteśmy wielkimi fanami filmu Carpentera, więc cieszyliśmy się z tego, że wchodzimy do świata, w którym wszyscy czujemy się doskonale – przyznał Newman. - Niemożliwym było zrobienie tego filmu bez odniesień do poprzedniego. To było oczywiste od początku - dodał.

Chociaż za prequel wzięli się prawdziwi fani filmu sprzed blisko trzech dekad, dla których niemal każda scena, każde ujęcie a nawet kadr dzieła Carpentera to coś wyjątkowego, o produkcji nowego Coś nikt nie poinformował reżysera pierwowzoru. Podobno o realizacji filmu opartego na jego dziele dowiedział się dopiero z prasy.

- Nic mnie nie obchodzi ten film. Nikt mnie nie pytał o zdanie, niczego nie konsultował, potraktowali mnie jak powietrze - stwierdził John Carpenter w rozmowie z Jasonem Bene z magazynu Killer Film.

Reżyser nowej wersji filmu Matthijs van Heijningen zapewnił, jego produkcja nie miała być kopią istniejącego już dzieła, lecz stanowić samodzielny obraz jedynie inspirowany jednym z jego ulubionych horrorów sci-fi.

Mimo to niektóre sceny z nowego Coś sprawiają wrażenie niemal w całości przekopiowanych z produkcji lat 80. Zaczynając od sceny, w której widzimy zakrwawioną, wbitą w ścianę siekierę, przez sceny lotu helikopterem, a kończąc na rozmowach bohaterów przy zwęglonych zwłokach istoty, które ewidentnie nawiązują do monologu Kurta Russella.


Fot. Kino Świat/Materiały Dystrybutora

- Musieliśmy zbudować naszą historię w realiach świata, który znamy z filmu Carpentera – respektując jego pomysł i konstruując nasz w taki sposób, aby był on spójny. Zawsze interesowały mnie losy Norwegów, które w pokrętny sposób są zaznaczone w oryginalnym filmie - tłumaczy producent.

Dlatego też, jak wyjaśniają twórcy - topór, którego używa główny bohater - Carter (grany przez Joela Edgertona) stał jednym elementów łączących oba filmy. Wbity w prequelu z 2011 roku wciąż pozostaje w kadrze, gdy Amerykanie przybywają do norweskiego obozu w filmie z 1982 roku.

- Nie oglądałem jeszcze tego filmu, ale widziałem zdjęcia dziewczyny z miotaczem ognia, która jak rozumiem zabija obcych. W dzisiejszym kinie zawsze potrzeba jakiejś ślicznotki. Mimo to, wszyscy wiemy jak kończą prequele - stwierdził ze sceptycyzmem Carpenter, udzielający wywiadu magazynowi Killer Film.

NA DRUGIEJ STRONIE PRZECZYTASZ DLACZEGO COŚ NAZYWANY JEST NAJBARDZIEJ SKANDYNAWSKIM FILMEM HOLLYWOOD

SKOMENTUJ

  
Podaj trzeci znak kodu SPa3f
KOMENTARZE
  • 16.12.11, 09:23:35

    pentadecan

    Znowu prequel??? Co jest grane??? W Hollywood skończyły się pomysły czy to ruch oburzonych (i leniwych) scenarzystów?
    odpowiedz
  • 16.12.11, 13:22:00

    mani11

    mistrzostwem jest zrobić dobry film poprzedzający pierwsze części, a mieliśmy już przykłady w Hollywood udanych takich produkcji, choćby "Czerwony Smok", nie można powiedzieć żeby był lepszy od "Milczenia Owiec", ale był naprawdę dobry, no i oczywiście "Hannibal" się nie umywał do żadnych z tych części
    odpowiedz
REKLAMA