
Kino Świat/Materiały DystrybutoraScenarzysta Świtu żywych trupów oraz Oszukać przeznaczenie 5 - Eric Heisserer - doszedł do wniosku, że remake kultowego filmu nie jest najlepszym posunięciem.
Dlatego też amerykańsko-kanadyjska koprodukcja z 2011 roku ma przedstawić dramatyczne wydarzenia poprzedzające atak pozaziemskiego Czegoś na bazę amerykańskich naukowców, który pierwotnie zobrazował Carpenter.
- Powiedzieli nam: Nikt nie zna się lepiej na potworach i horrorach niż my – mamy najbogatsze doświadczenie w tej dziedzinie. Oto pełne portfolio naszych filmów grozy – co myślicie o thrillerze "Coś"? Naszą pierwszą reakcją był sprzeciw – nie chcieliśmy robić lepszej, poprawionej wersji tego filmu. "Coś" to nie jest film, który można przerobić, albo nakręcić od nowa - wspomina pierwsze rozmowy z wytwórnią Universal producent Eric Newman.
Siekiera w ścianie
- Jesteśmy wielkimi fanami filmu Carpentera, więc cieszyliśmy się z tego, że wchodzimy do świata, w którym wszyscy czujemy się doskonale – przyznał Newman. - Niemożliwym było zrobienie tego filmu bez odniesień do poprzedniego. To było oczywiste od początku - dodał.
Chociaż za prequel wzięli się prawdziwi fani filmu sprzed blisko trzech dekad, dla których niemal każda scena, każde ujęcie a nawet kadr dzieła Carpentera to coś wyjątkowego, o produkcji nowego Coś nikt nie poinformował reżysera pierwowzoru. Podobno o realizacji filmu opartego na jego dziele dowiedział się dopiero z prasy.
- Nic mnie nie obchodzi ten film. Nikt mnie nie pytał o zdanie, niczego nie konsultował, potraktowali mnie jak powietrze - stwierdził John Carpenter w rozmowie z Jasonem Bene z magazynu Killer Film.
Reżyser nowej wersji filmu Matthijs van Heijningen zapewnił, jego produkcja nie miała być kopią istniejącego już dzieła, lecz stanowić samodzielny obraz jedynie inspirowany jednym z jego ulubionych horrorów sci-fi.
Mimo to niektóre sceny z nowego Coś sprawiają wrażenie niemal w całości przekopiowanych z produkcji lat 80. Zaczynając od sceny, w której widzimy zakrwawioną, wbitą w ścianę siekierę, przez sceny lotu helikopterem, a kończąc na rozmowach bohaterów przy zwęglonych zwłokach istoty, które ewidentnie nawiązują do monologu Kurta Russella.
Fot. Kino Świat/Materiały Dystrybutora
- Musieliśmy zbudować naszą historię w realiach świata, który znamy z filmu Carpentera – respektując jego pomysł i konstruując nasz w taki sposób, aby był on spójny. Zawsze interesowały mnie losy Norwegów, które w pokrętny sposób są zaznaczone w oryginalnym filmie - tłumaczy producent.
Dlatego też, jak wyjaśniają twórcy - topór, którego używa główny bohater - Carter (grany przez Joela Edgertona) stał jednym elementów łączących oba filmy. Wbity w prequelu z 2011 roku wciąż pozostaje w kadrze, gdy Amerykanie przybywają do norweskiego obozu w filmie z 1982 roku.
- Nie oglądałem jeszcze tego filmu, ale widziałem zdjęcia dziewczyny z miotaczem ognia, która jak rozumiem zabija obcych. W dzisiejszym kinie zawsze potrzeba jakiejś ślicznotki. Mimo to, wszyscy wiemy jak kończą prequele - stwierdził ze sceptycyzmem Carpenter, udzielający wywiadu magazynowi Killer Film.
NA DRUGIEJ STRONIE PRZECZYTASZ DLACZEGO COŚ NAZYWANY JEST NAJBARDZIEJ SKANDYNAWSKIM FILMEM HOLLYWOOD
Sprawdź gdzie w tym sezonie warto pojechać. Sprawdź warunki śniegowe i przeczytaj porady specjalistów. Więcej