Reportaże i wywiady Stryczek z ludzkich włosów, rękawiczki topielców i sznurowadła ze skóry

Stryczek z ludzkich włosów, rękawiczki topielców i sznurowadła ze skóry. Tych historii wolałbyś nie poznać

Stryczek z ludzkich włosów, rękawiczki topielców i sznurowadła ze skóry. Tych historii wolałbyś nie poznać
Dr Tomasz Jurek, kierownik Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu [fot: Przemysław Ciszak/Money.pl]

Jeździł po mieście tramwajami i po kryjomu odcinał małym dziewczynkom loki. Kiedy miał ich tyle, że tworzyły dwumetrowej długości linę, dewiant z Wrocławia popełnił samobójstwo wieszając się na niej. Według innej wersji historii ten niezwykły warkocz posłużył za stryczek seryjnemu mordercy. Uplótł go własnoręcznie z włosów swoich ofiar, by w końcu samemu na nim zawisnąć. O mrocznych szczegółach śledztwa nigdy nie informowano opinii publicznej. O tajemniczej śmierci i warkoczu nie pisano w mediach. Zarówno milicja, jak i prokuratura postanowiły po cichu zbadać sprawę. Historia była zbyt drastyczna.

Która z wersji jest bliższa prawdzie? Dr Tomasz Jurek, kierownik Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu uśmiecha się tajemniczo i mówi tylko o faktach: Jest warkocz z ludzkich włosów i ofiara. Reszta to tylko hipotezy.

Więcej wiadomo o sprawie tak zwanego fetyszysty z Wrocławia. Ciało mężczyzny ubrane jedynie w strój ze skórzanych pasów - służący do erotycznych zabaw sadomasochistycznych - z kneblem w ustach wrocławska policja znalazła w jednym z podwórzy w centrum miasta. Początkowo sądzono, że to zabójstwo. Sekcja zwłok i dochodzeni jednak to wykluczyła. - Mężczyzna udusił się podczas czynności autoerotycznych - sucho i rzeczowo stwierdza dr Tomasz Jurek.


Dr Tomasz Jurek prezentuje preparat przestrzelonej czaszki
i mózg przeszyty pociskiem.
Fot. Przemysław Ciszak/Money.pl
Wolno kroczymy po skrzypiącej galeryjce dusznego, dwupoziomowego pomieszczenia ukrytego w Katedrze Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego. Na drewnianych półkach zalegają pętle wisielcze, współczesne pasy cnoty, czy erotyczne fantomy. Na starych regałach przedwojennego Institut für Gerichtliche Medizin
und Naturwissenschaftliche Kriminalistik
stoi ponad pół tysiąca zanurzonych w żółtawej formalinie, ludzkich preparatów. Rząd przestrzelonych czaszek ślepi pustymi oczodołami za śmiałkiem, który zdecyduje się zakłócić ich spokój.

- To zbiór unikatowy. Takich eksponatów dziś nikt nie jest w stanie zgromadzić - zdradza mój przewodnik. - Właściwie to tylko dowody, części układanek. Nasza rola ogranicza się do ich badania i jego suchego opisu. Nie wykraczamy poza granicę faktów - tłumaczy. - Ale te preparaty i przedmioty stają się przyczynkiem do budowania różnych scenariuszy zdarzeń, mrocznych opowieści, legend miejskich, które nie rzadko inspirują pisarzy. I to może być klucz do tajemnic Dolnego Śląska.


Spreparowana skóra z pokrywającymi ją tatuażami.
Fot. Przemysław Ciszak/Money.pl

Muzeum, którego właściwie nie ma

O wrocławskim Muzeum Medycyny Sądowej krążą legendy. Podobno, kiedy do zrujnowanego wojną Breslau wkroczyli Rosjanie, czerwonoarmiści wypili niemal cały alkohol, w którym zanurzone były preparaty. Inne mówią o tym, jakie potworności znajdują się na jego półkach. Te zbiory zarówno fascynują jak i przerażają. Jednak dla pracowników naukowych to miejsce, to - co prawda dość nietypowa, ale jednak - sala dydaktyczna. - To muzeum jest reliktem mrocznych czasów, sprzed obowiązywania bioetyki. Przez co jest z pewnością ciekawe i niepowtarzalne - wyjaśnia dr Tomasz Jurek. - Przed wojną nie zważano na autonomię pacjenta, prawo do prywatności. Traktowano go przedmiotowo. Zarówno za życia, jak i po śmierci. Naziści tak drastycznie wykorzystując medycynę do badań i eksperymentów przekroczyli granicę, której dziś strzegą normy i międzynarodowe konwencje. Dla niego to jednak nie zbiór osobliwości, czy wystawa ciekawostek zgromadzonych przez lata, ale miejsce działalności naukowej.


W muzeum znajduje się również manekin, na
którym prezentowany jest strój fetyszysty z
Wrocławia, a za nim zmumifikowane zwłoki.
Fot. Przemysław Ciszak/Money.pl
Otwarte właściwie tylko dla studentów i pracowników uczelni, jest świadkiem dawnych badań nad ludzkim ciałem, śmiercią i zbrodnią. Nie jest oficjalnym muzeum i raczej nigdy nim się nie stanie. Dlaczego? Bo charakter zbiorów jest dość drastyczny.

- Do dziś szokuje niemiecka kolekcja płodów z widocznymi zmianami patologicznymi. Przeważnie zmarły wewnątrzmacicznie, lub zgon był efektem poronienia. Ktoś zadał sobie sporo trudu, aby je zebrać i usystematyzować - mówi dr Jurek.

To jedne z bardziej drastycznych eksponatów, ale nie brakuje też innych: zabezpieczone męskie i żeńskie zewnętrzne narządy płciowe, wycinki skóry z tatuażami czy przekroje mózgu przeszytego kulą. Dziś wszystkie elementy ludzkiego ciała po sekcji podlegają pochówkowi. Nie kolekcjonuje się ich. Co innego na początku XX wieku, z kiedy pochodzi największa liczba eksponatów. Wszelkie deformacje ciała, zmiany morfologiczne miały charakter szokującej ciekawostki naukowej. Nie mniej tajemniczy pozostaje zbiór błon dziewiczych. Zaskakuje ich liczba, forma i kształty. Ktoś celowo dążył do stworzenia tych dość osobliwych kolekcji.

Zbrodnia na Dolnym Śląsku
Kiedy "Wampir z Bytowa" zamordował we Wrocławiu dwie kobiety, do badań identyfikacyjnych została użyta sperma z miejsca zdarzenia. Gdy po czterech latach pojawił się właściwy podejrzany, nie było już materiału do badań. Musiałem "wczuć się" w rolę mordercy, aby odtwarzając jego czynności znaleźć dodatkowy ślad biologiczny w dość nieoczekiwanym miejscu. Dzięki temu sprawca został skazany, ale ja ciężko odchorowałem to mentalne wcielenie się w mordercę seksualnego – tę opowieść prof. Tadeusz Dobosz dokończy w Książu podczas I dolnośląskiego festiwalu tajemnic. Pionier wykorzystania technologii DNA w medycynie sądowej, nie tylko wie wszystko o Wampirze z Bytowa, ale również o sławnym włosie Mikołaja Kopernika. Potrafi również znaleźć skrytkę wśród starych szaf Akademii Medycznej.

I Dolnośląski Festiwal Tajemnic organizowany będzie na Zamku Książ między 16 a 18.08.2013.

Jak szacuje kierownik Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego, gdyby chcieć właściwie wyeksponować wszystkie preparaty - każdy z osobna, odpowiednio podświetlony i opisany - zajęłyby powierzchnię co najmniej jednego piętra Muzeum Narodowego. - Wszystko to mogłoby w przyszłości posłużyć jako doskonały materiał poglądowy, gdyby odpowiednio je wyeksponować. Zestawić zdjęcia z dowodami rzeczowymi, a pętle uzupełnić fantomem pokazującym, jak układało się ciało wisielca. Dla celów naukowych, z punktu widzenia kryminalistyki i medycyny sądowej, taka ekspozycja byłaby bardzo pouczająca, ale dla postronnego widza mogłaby się okazać zbyt drastyczna - przyznaje.


Przestrzelony mózg ze śladem po pocisku i otwór wlotowy po postrzale.
Fot. Przemysław Ciszak/Money.pl

Rękawiczki śmierci, tatuaże i pasy cnotyCiało topielca leżało w wodzie. Dwa lub trzy tygodnie. W wyniku przemian pośmiertnych i warunków środowiska skóra fałduje się i oddziela od kończyn. Ten stan rozkładu sprawia biegłym pewne problemy. Brak linii papilarnych uniemożliwia pobranie odcisków palców, co utrudnia identyfikację zwłok. Przeobrażenia w wodzie zacierają ślady obrażeń ciała, które powstać w wyniku zabójstwa, a podeszły wodą naskórek można zdjąć wraz z paznokciami jak rękawiczkę.


Tak zwane rękawiczki śmierci, czyli zmacerowany naskórek.
Zmacerowany naskórek to tak zwane ręce praczki, albo właśnie rękawiczki śmierci. Kilka z takich eksponatów znalazło się dużych słojach Muzeum Medycyny Sądowej. Podobnie jak i całe płaty skóry ozdobione tatuażami. Prawdopodobnie należały do więźniów. - Większość tych eksponatów pozostaje anonimowych. Takie je odziedziczyliśmy po niemieckim Zakładzie Medycyny Sądowej i takie pozostały do dziś. Poza nielicznymi opisami, nie mamy de facto, żadnych informacji identyfikujących ofiary - mówi dr Jurek.

Inaczej jest z narzędziami zbrodni. Po wykorzystaniu ich w procesie karnym są przekazywane do celów ekspozycyjnych. Ich kolekcja stale się powiększa bo tu nie ma ograniczeń. Dość osobliwym przedmiotem jest współczesny pas cnoty. To druciany przyrząd przypominający majtki z linek. To ustrojstwo miał zakładać żonie pewien zazdrosny mąż, kiedy wyjeżdżał w delegacje. Kobieta nie wytrzymała udręki i zgłosiła sprawę na milicję. Prokurator zabezpieczył pas jako dowód rzeczowy w sprawie i tak trafił do archiwum. Takich skarbów w tym niewielkim pomieszczeniu nie brakuje. Osobliwości można by było wymienić jeszcze sporo, od różnych rozmiarów fantomów męskiego przyrodzenia po przedmioty znalezione w ludzkiej tchawicy.


Broń, która posłużyła do morderstwa lub samobójstwa dziś
jest doskonałym materiałem poglądowych z dziedziny
rusznikarstwa. Fot. Przemysław Ciszak/Money.pl
Samopały, obrzyny i rewolwery

Długo pracował, by zwykły korkowiec 'Szarik' właściwie zadział. Dopiero po zmianach udało się. Z niewinnej zabawki powstał sześciostrzałowy rewolwer bębenkowy na naboje stosowane w karabinkach KBKS. Widział jak go użyje. Policja znalazła go z kulą w głowie.

Inny samobójca użył przypominającego część wiertarki, ciężkiego przedmiotu. To maszyna do uboju bydła. Ślepy nabój, podczas wystrzału wypychał długi bolec, który powoduje natychmiastową śmierć. Naukowców do dziś zadziwia pomysłowość, jaką wykazują się samobójcy czy mordercy zadający śmiercionośne ciosy.

Przedwojenne narzędzia medyka sądowego


Dr Tomasz Jurek prezentuje przedwojenne
narzędzia patologa sądowego.
Fot.Przemysław Ciszak/Money.pl
Wśród poniemieckich pozostałości, w jednej z szuflad muzeum odnaleziona została ciężka, płaska skrzyneczka. Jak się okazało, wewnątrz znajdowały się ułożone w porządku przedwojenne narzędzia medyka sądowego. Zachowały się w doskonałym stanie skalpele, młotki, piły i dłuta.

Podczas prac rewitalizujących budynki Uniwersytetu Medycznego udało się również ocalić niemiecką tablicę z pierwszego budynku Zakładu Medycyny Sądowej.

- Znaleziono ją podczas remontu poddasza - mówi dr Tomasz Jurek. - Posłużyła do załatania dziury w dachu. Napisana jest na niej przedwojenna nazwa: Institut für Gerichtliche Medizin und Naturwissenschaftliche Kriminalistik
. Początkowo medycyna sądowa i kryminalistyka były właściwie jedną nauką. Później ich drogi się rozeszły. Medyna sądowa stała się dziedziną bardziej biologiczną, lekarską, a kryminalistyka zbliżyła się do kierunków prawniczych i technicznych.

Dziś nieco przetarty szyld wisi w gabinecie kierownika Katedry Medycyny Sądowej Uniwersytetu Medycznego im. Piastów Śląskich we Wrocławiu.

W zbiorach znajduje się również Mauser z odciętą kolbą, czy jednostrzałowy karabinek z celownikiem optycznym. Nie brakuje również bardzo prymitywnych samopałów, czy wykonanej z kawałka korzenia, grubościennej rurki i śruby klasycznej broni prochowej. - Może nie wygląda to profesjonalnie, ale zabija skutecznie - przekonuje dr Tomasz Jurek. - Tu sypie się proch, wkłada się pocisk i ubija. Teraz wystarczy tylko przyłożyć zapałkę i czekać na wystrzał. Niemal każda sztuka to dowody dokonywanych przestępstw. Tych wyjątkowych rozwiązań rusznikarskich do dziś uczą się przyszli medycy sądowi.


Pośmiertne zdjęcie Karla Denke - Kanibala z Ziębic
Fot. Public Domain/Wikimedia
Skarby ze śmietnika

Znany w całych Ziębicach handlarz Karl Denke powiesił się w celi. Przypisuje mu się od 20 do 40 morderstw. Ze skór ofiar wyrabiał sznurowadła, szelki i rzemienie. W jego domu zabezpieczono słoiki z zapeklowanym ludzkim mięsem i maszynę do wyrabiania mydła. Nie wiadomo, czy sam jadł ludzkie mięso, ale śledczy ustalili, że sprzedawał je na targu jako cielęcinę. Wpadł w ręce policji, gdy 21 grudnia 1924 roku do komisariatu policji wbiegł zakrwawiony żebrak Vincent Olivier krzycząc: Herr Denke chciał mnie zabić!

Historia seryjnego mordercy klimatem przypomina wytwór wyobraźni wrocławskiego autora czarnych kryminałów Marka Krajewskiego. Jednak wydarzyła się naprawdę. Świadczą o tym przedwojenne fotografie utrwalone na szklanych płytkach.

Po latach odnalazł je profesor Tadeusz Dobosz, kierownik Zakładu Technik Molekularnych Katedry Medycyny Sądowej. Blisko tysiąc fotogramów ocalił - dosłownie - ze śmietnika. Dokumentują one największe zbrodnie z okolic Wrocławia. Najstarsze pochodzą jeszcze z 1900 r., ostatnie datowane są na rok 1944. Mają wielkości 9 na 12 cm.


Institut für Gerichtliche Medizin und
Naturwissenschaftliche Kriminalistik
- przedwojenna
tablica Instytutu Medycyny Sądowej i Kryminalistyki.
Oprócz fotografii z miejsca oględzin domu kanibala z Ziębic znajdują się na nich ofiary innych brutalnych zabójstw. Obrazują dawne prosektorium, stosowane preparaty, fałszowane dokumenty, a nawet rysunki z rekonstrukcjami zbrodni.

W zbiorze znalazły się również szokujące zdjęcia szkiców rekonstrukcji m.in. powieszonej przez mordercę na drzwiach wejściowych pary, czy wtulonych w siebie kobiety i mężczyzny, którzy wspólnie postanowili popełnić samobójstwo wieszając się pod drzewem.

Nie brakuje również fotogramów autorstwa przedwojennego kierownika instytutu prof. Gerharda Buhtza. To on był jednym z naukowców, który kierował dwunastoosobowym zespołem, który prowadził ekshumacje polskich oficerów zamordowanych w Katyniu.

Był nazistą, a jego prace prezentują różne typy ludzkie ze szczegółami anatomicznymi. Jego diapozytywy przedstawiają także ówczesne ciekawostki medyczne, np. zdeformowane lub okaleczone ciała, ofiary wypadków samochodowych, czy zdjęcia hermafrodyty. Wrocławscy naukowcy zgodzili się uchylić rąbka mrocznych sekretów podczas I Dolnośląskiego Festiwalu Tajemnic, którego MenStream.pl jest patronem medialnym. Wystawa w Zamku Książ będzie pierwszą ekspozycją tych materiałów pokazanych szerszej publiczności.



- Nie zdradzę tajemnicy, co dokładnie będzie pokazane na festiwalu, ale zapewniam, że znajdą się tam preparaty obrazujące rozmaite obrażenia, narzędzia wykorzystane do zabójstw, a także przedwojenne fotografie z sekcji i miejsc zbrodni. Uchylimy rąbka tajemnicy tamtych kryminalnych zdarzeń - zachęca dr Tomasz Jurek.

Szkielet z granatem w dłoni
Pracownicy wrocławskiej Katedry Medycyny Sądowej pracują również nad współczesnymi sprawami. To tu była prowadzona sekcja zmarłej piosenkarki Wioletty Willas, tutaj również po ekshumacjach trafiły ciała niektórych ofiar katastrofy Tu-154M pod Smoleńskiem. - Nie boimy się wyzwań i głośnych medialnie spraw. Dysponujemy dużym i doświadczonym zespołem, a także nowoczesnym sprzętem - mówi dr Tomasz Jurek. - W ostatnim czasie dokonaliśmy wielu masowych ekshumacji w ramach projektu Instytutu Pamięci Narodowej. Część to ofiary ostatniej wojny, ale większość to skazani na karę śmierci przez reżim komunistyczny. Jednak i w najbardziej doświadczonym zespole zdarzają się sytuacje trudne do przewidzenia, a czasem wręcz niebezpieczne. - Kiedyś dostarczono do nas szczątki ludzkie, w których w zeszkieletowanej ręce, między kośćmi był zaciśnięty granat. Spostrzegliśmy się dopiero w pracowni podczas oczyszczania szkieletu z ziemi i innych zanieczyszczeń. Ciśnienie bardzo nam się podniosło. Oczywiście trzeba było wezwać saperów. To było o tyle nie zwykłe i zaskakujące, że na ogół materiały wybuchowe znajdowane są podczas prac wykopaliskowych, a nie na sali sekcyjnej - opowiada kierownik Katedry Medycyny Sądowej.
Czytaj w Menstream.pl
Tak szuka się skarbów
Co działo się ze zrabowanymi skrzypcami Stradivariego albo z otoczoną mistyczną wręcz aurą włócznią św. Maurycego?
Tajemnice kochanki Hitlera. Wiedziałeś?
Była piękna ale też pusta i powierzchowna. Dwukrotnie próbowała się zabić, trzeci raz był tylko mistyfikacją. Gdyby zgodnie z teoriami przeżyła wojnę, dziś miała by sto lat. Bogusław Wołoszański zdradza tajemnice kochanki Hitlera.
Przemysław Ciszak
2013-07-23
SKOMENTUJ

  
Podaj drugi znak kodu dR4Bb
KOMENTARZE
  • 24.07.13, 00:27:42

    ~Doceniam1

    Bardzo interesujący artykuł :) . Oby więcej takich!
    odpowiedz
  • 24.07.13, 11:23:17

    skok_do_wody

    jakby przepatrzyl historie i opisy wielu mordercow to by sie wlosy na glowie zjezyly, takie rzeczy jakie oni wyprawiali byly wrecz nie do pomyslenia, ja nie wyobrazam sobei np. zgwalcic kobiete a co dodatkowo jeszcze ja oskalpowac i zjesc kawalki miesas.... a takie historie sie zdarzaly
    odpowiedz
  • 25.07.13, 10:47:49

    piwosz

    najlepsze jest to ze nie sa to historie wyssane z placa tylko to bylo na prawde i dawniej takie zbrodnie bardzo czesto sie zdarzaly co jest bardzo przykre i deprymujace
    odpowiedz
  • 29.07.13, 17:01:42

    ~bkoojg

    Niesamowite historie, szkoda że tego nikt nie opisuje. Mało tak interesunjących artukułów w sieci
    odpowiedz
  • 30.07.13, 12:57:50

    ~mmaja

    jak on ciekawie potrafi opowiadać... :)
    odpowiedz