Reportaże i wywiady Pięciu Polaków poleci za Atlantyk

Pięciu Polaków poleci za Atlantyk. Pobiegną z marines po stypendia dla dzieci żołnierzy, którzy ucierpieli, albo polegli na misjach

Pięciu Polaków poleci za Atlantyk. Pobiegną z marines po stypendia dla dzieci żołnierzy, którzy ucierpieli, albo polegli na misjach
[fot: Leszek Wróblewski/EAST NEWS]
To była pierwsza misja sierżanta Mariusza Deptuły. Pod wozem, którego był kierowcą, eksplodował improwizowany ładunek wybuchowy. Zdążył jeszcze - mimo odniesionych ran - pomóc kolegom. Nie długo po tym zmarł, zostawiając żonę i córkę Julkę. Miał 28 lat. Sierżant Andrzej Filipek był saperem. Zginął podczas ataku przy użyciu improwizowanego ładunku wybuchowego w Iraku. Miał 31 lat. Pozostawił żonę i dwoje dzieci. Dla Sierżanta Adama Szada Borzyszkowskiego Afganistan był drugą misją zagraniczną. Zginął na kilka dni przed planowanym powrotem do kraju, w wyniku ataku moździerzowego na polski patrol. Pozostawił żonę i małego synka.

Huk i wybuch! To strzela potężna haubica. - Nie wszystkim udało się wrócić do domu, do swych rodzin... To dla nich, dla naszych kolegów i ich dzieci. Jesteśmy im coś winni - mówi generał Roman Polko, którego kolega z GROM-u zginął podczas misji w Afganistanie zostawiając żonę i dwoje dzieci. Już od 38 lat salwa z działa jest sygnałem dla ponad 30 tysięcy osób, które chcą uczcić pamięć żołnierzy. To dla nich pokonają dystans 42 kilometrów i 195 metrów biegnącego waszyngtońskimi ulicami najstarszego amerykańskiego biegu Marine Corps Marathon. Organizowany jest przez Korpus Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych - słynną formacją wojskową, która zapisała się w historii USA ogromną odwagą i patriotyzmem.

W tym roku działo wystrzeli również dla pięcioletniej Julki - córki sierżanta Deptuły i jej mamy Iwony. Obie będą kibicować maratonowi marines, w którym obok amerykańskich komandosów biec będzie polska drużyna Semper Fi - Zawsze wierni. To między innymi dzięki nim Julka, Natalka, Maja, Eryk, Mateusz i 19 innych podopiecznych fundacji będą mogli się uczyć, spełniać i rozwijać swoje pasję . będzie mogła się uczyć. Charytatywny team realizuje w ten sposób jeden z elementów kampanii społecznej Fundacji Dorastaj z Nami.

- Robimy to dla dzieci polskich żołnierzy poległych w Iraku i Afganistanie. Chcemy ufundować stypendium naukowe dla 24 podopiecznych fundacji. To w sumie 240 tys. złotych. Po 10 tysięcy dla każdego malucha - wylicza Piotr Pogon, pomysłodawca i koordynator projektu, maratończyk i triathlonista bez płuca.

Marine Corps Marathon
To wyjątkowy bieg, będący przesłaniem solidarności z rodzinami żołnierzy poległych na różnych frontach. Po raz pierwszy zorganizowany został w 1976 roku. Dziś jest trzecim największym maratonem w Stanach Zjednoczonych i jednym z największych na świecie. W ubiegłym roku pobiegło w nim ponad 30 tysięcy zawodników z całego świata.

Wszystko w tym biegu jest wyjątkowe. Trasa przebiega m.in. w pobliżu budynków Centrum Kennedy'ego, Mauzoleum Lincolna, Memoriału Jeffersona, pomników Martina L. Kinga i Franklina D. Roosevelta. Uczestnicy to m.in. niepełnosprawni weterani Korpusu, żołnierze służby czynnej amerykańskiej armii, mundurowi i cywilni pasjonaci biegania z całego świata - wybrani losowo w loterii startowej. Przesłaniem zawodów, oprócz aspektu sportowego - jest promowanie patriotyzmu, wierności wartościom oraz trwałym postawom obywatelskim.

Komando z "sercem w plecaku"


Mateusz ma 7 lat, ostatnio zaczął trenować grę w piłkę nożną, Patryk w tym roku pójdzie do gimnazjum. Obaj stracili ojców podczas służby w Iraku i Afganistanie. To właśnie dla tych chłopców i kilkudziesięciu innych dzieci, podopiecznych Fundacji Dorastaj z Nami, powstało spec komando złożone z pięciu polskich biegaczy. Dziś przygotowują się wspólnie do batalii pod jednym sztandarem.

Ten szczególny dream-team tworzą generał-rangers, ratownik górski, przewodnik który wyprowadza niepełnosprawnych powyżej 6000 m n.p.m, triathlonista - Ironman bez płuca oraz biznesmen- ultramaratończyk trenujący medytacyjnie.

- Bieganie jest moją pasją, a robiąc to mogę przyczynić się do pomagania innym. Pomaganie innym to dla mnie - i myślę, że nie tylko dla mnie - naturalny odruch i swego rodzaju naturalna potrzeba życiowa. Jako ratownik GOPR-u odczuwam to w szczególny sposób - przekonuje Bogdan Bednarz, specjalista linowych technik alpinistycznych, biegacz charytatywny dla wielu fundacji. Jako opiekun górski wprowadził na najwyższe szczyty Afryki, Kaukazu i Andów swoich niepełnosprawnych przyjaciół - niewidomych, osoby poruszające się o kulach i na wózkach.

Pierwszy wspólny trening rozpoczęli w Krakowie na pół roku przed startem w słynnym Maratonie Piechoty Morskiej w Waszyngtonie, pod czujnym okiem profesjonalnego trenera. - Sport, w tym też bieganie, stało się dla mnie stylem życia. W środowisku biegaczy poznałem wielu fantastycznych ludzi, którzy przez sport chcą pomagać innym - podkreśla gen. Polko. Zapewnia, że formę podtrzymuje stale. W Czereśnie prowadził specjalny program o nazwie Trening z generałem Polko, ma również za sobą triathlon w Katowicach. Amerykański bieg jest dla niego szczególny, bo jako rangers, pobiegnie wśród swoich dawnych kolegów ze szkoły wojskowej.


Drużyna Semper Fi podczas treningu w Krakowie.
Fot. mami studio

Pasją do biegania zaraził go kierowca jednostki GROM. - Staram się brać udział w możliwe wielu akcjach charytatywnych jak choćby "Cisi i skuteczni" przy jednostce komandosów w Lublińcu. Rok wcześniej w USA zaangażowałem się w akcję "Run Ranger Run", która miała na celu pomoc amerykańskim rangersom. Sam jestem absolwentem tej szkoły. Również i w tym przypadku stało się dla mnie naturalne, że skoro taki projekt się pojawia, to ja wezmę w nim udział - zapewnia.

Semper FI
To właściwie zamerykanizowana łacińska dewiza semper fidelis - zawsze wierni. Jest mottem Korpusu Piechoty Morskiej Stanów Zjednoczonych, ale także polskiej Żandarmerii Strzeleckiej Związku Strzeleckiego. Misja Semper Fi nawiązuje do tych tradycji. Celem polskiego teamu jest kształtowanie postaw i świadomości społecznej dotyczących postrzegania służby publicznej, poczucia wspólnoty i solidarności, miejsca Polski w świecie oraz patriotyzmu.

Razem z nimi w mocnej ekipie pobiegnie również Krzysztof Michalski - były prezes Agencji Mienia Wojskowego. Człowiek, który armii poświęcił swoje życie, za co został uhonorowany Buzdyganem - nagrodą przyznawaną osobom zasłużonym dla wojskowości. Obok, ramię w ramię, stanie też biznesmen Ryszard Tyc, który - jak sam przekonuje - postępy w bieganiu opiera na treningu medytacyjnym. Dla niego pobyt w indyjskiej ashramie stał się punktem zwrotnym w postrzeganiu świata. Semper Fi to nie pierwsza akcja charytatywna, w jaką się zaangażował. Wcześniej wspierał między innymi sierociniec prowadzony przez polskich misjonarzy pracujących w Afryce.


Misja Semper Fi podczas treningu w Krakowie. Fot. Mami Studio.

Jak przekonuje Piotr Pogon, wspierają ich różne środowiska, na co dzień o diametralnie różnych poglądach. - Są ci z Krakowa i z Warszawy, Górale i Kaszubi, ci z PO i z PiS, nie brakuje pacyfistów i mundurowych - wszyscy łączą się w chęci pomocy. Nie ma podziałów. To naprawdę budujące! Pomysłodawca tego przedsięwzięcia i charytatywnej drużyny biegowej najlepiej wie, jak ważne jest wsparcie innych. Trudno uwierzyć, że ten fundraiser, triathlonista i Ironman, zdobywca szczytów: Aconcaqua, Kilimanjaro, Elbrus, Mt. Kenya - to człowiek po resekcji płuca i nawrotach choroby nowotworowej. Nie tylko przezwyciężył swoją słabość, ale postanowił pomagać innym.

Zagubiony etos polskiego munduru

To był najtragiczniejszy w skutkach zamach na polskich żołnierzy w historii afgańskiej misji. 21 grudnia 2011 Talibowie zaatakowali konwój polskich pojazdów wracających do bazy w Ghazni. Zginęło pięciu żołnierzy. Wśród nich był młodszy chorąży Piotr Ciesielski. Świetnie zapowiadający się wioślarz i doświadczony dowódca. Zostawił żonę i dwie córki. Dowódca patrolu saperskiego Marcin Poręba stracił życie na skutek wybuchu ładunku domowej roboty umieszczonego pod pojazdem osieracając siedmioletniego synka. Starszy kapral Łukasz Sroczyński został ciężko ranny podczas ataku na polski patrol w Afganistanie. 22 grudnia 2012 roku nieznani sprawcy postrzelili go w szyję. Mimo starań lekarzy, nigdy nie odzyskał przytomności. Pozostawił żonę i córkę. Miał 32 lata.

Dziesiątki podobnych historii wyryły się w pamięci generała Polko. Dlatego akcja, której celem jest pomoc konkretnym dzieciom, których ojcowie polegli na wojnie, ma dla niego szczególne znacznie. Organizatorzy Marine Corps Marathon kładą nacisk na patriotyzm i solidarność z rodzinami żołnierzy, którzy zginęli na służbie. - Podobnie cała Ameryka, która oddaje cześć swoim bohaterom. Chciałbym, by i w Polsce nasi chłopcy mogli liczyć na takie wsparcie­ - wyjaśnia dodając, że szacunek społeczny należy się wszystkim, którzy podjęli trud, aby taką służbę pełnić. Szacunek należy się również wdowom i rodzinom po tych, którzy oddali życie służąc państwu polskiemu.


Patrol polskiego kontyngentu w Afganistanie.
fot. AGENCJA SE/East News

- Misje stabilizacyjne w Iraku i Afganistanie rodziły różne, często ambiwalentne odczucia. Niestety odbiło się to również na rodzinach poległych żołnierzy. Dla części społeczeństwa stali się zwyczajnymi najemnikami, a nawet mordercami, jak nazywano czasem nieszczęsną jednostkę z Nangar Chel - ze smutkiem dodaje Piotr Pogon. - Nie twierdzę, że nie brali udziału w walkach. W końcu pojechali w rejon ogarnięty wojną, ale najtragiczniejsze wypadki zdarzały się, gdy nasi żołnierze wracali ze szkół, gdzie prowadzili akcje edukacyjne, nawiązywali kontakty z miejscową społecznością, ze szpitali, które pomagali odbudowywać, w momentach, kiedy ich misja miała charakter pokojowy, a przecież to oni tworzyli etos munduru polskiego żołnierza.

Jak przekonuje, ten etos uległ zapomnieniu i spłyceniu. Jako młody człowiek opiekował się kombatantami z II Korpusu Polskiego (tego który w czasie II wojny światowej zdobywał m.in. Monte Cassino), słuchając ich opowieści. Sam wywodzi się ze środowisk harcerskich, w których pojęcie patriotyzmu nie miało sztandarów partyjnych, ale było cechą, której nie trzeba było się wstydzić.

- Dorastałem w trudnym okresie, w czasie stanu wojennego w Nowej Hucie. To tam spotkałem się z pojęciem braku wolności, przemocy i walki o tę wolność - wspomina. Chciałby, aby ta akcja pomagała odbudować w oczach ludzi wizerunek polskiego żołnierza, aby, jak mówi, służba nie kojarzyła się ze staniem na baczność z karabinem przy nodze, tylko prawdziwym poświęceniem. - Naszą akcją chcemy przypomnieć o takich wartościach jak patriotyzm, współodpowiedzialność, poczucie obowiązku - niezbędnych w pełnieniu służby publicznej - wyjaśnia.


Pożegnanie polskich żołnierzy wyruszających do Afganistanu.
Fot. Marek Lasyk/Reporter

Jednak nie tylko o szacunek chodzi, głównym celem jest doraźna pomoc. Bo jak przekonują sami żołnierze, system pomocy dla rodzin weteranów w Polsce wciąż jest niewystarczający. Amerykańscy weterani i ich rodziny objęci są szeroką pomocą systemową. - Jest ona na dużo wyższym poziomie, przez co znaczniej bardziej skuteczna. U nas ten system się dopiero buduje. Musimy więc pomagać sobie sami - podkreśla generał Polko. - Urzekło mnie w akcji fundacji "Dorastaj z nami" to, że tu pomoc nie jest jednorazowym datkiem, ale ma charakter systemowy. Podopieczni mogą liczyć na ciągłe wsparcie. To buduje morale wojska. Żołnierze, którzy teraz mają wyjeżdżać na niebezpieczne misje, mają świadomość, że w przypadku najgorszego, ich rodziny nie zostaną same. Dobrze wiem, jakie to ważne.

NA DRUGIEJ STRONIE PRZECZYTASZ, CO POLACY CHCĄ POKAZAĆ AMERYKANOM

Tagi:

irak

afganistan

marines

piotr pogon

nangar chel

semper fi

Przemysław Ciszak
2014-09-09
SKOMENTUJ

  
Podaj drugi znak kodu jL6vh
KOMENTARZE
  • 9.09.14, 09:47:55

    ~ppp602

    Chwała poległym!
    odpowiedz
  • 9.09.14, 17:02:15

    ~Mrozny

    Za ropę waszą i (chciałoby się dodać naszą)
    odpowiedz
  • 9.09.14, 22:48:32

    ~sdwf

    Najemnicy nie żołnierze;)
    odpowiedz
  • 10.09.14, 20:25:34

    ~Były

    Bohaterowie nie najemnicy ignorancie
    odpowiedz
  • 10.09.14, 20:26:29

    ~Był

    w Afganistanie nie ma ropy
    odpowiedz
  • 11.09.14, 08:53:30

    ~Kelevra

    Panie Przemysławie, Marines pisze się wielką literą, to nazwa własna.
    odpowiedz
  • 11.09.14, 13:31:49

    ~Polonista

    Nie masz racji. Nazwy żołnierzy z różnych oddziałów wojska piszemy małą literą, np. saperzy, ułani, artylerzyści, komandosi. Tak więc to samo musi dotyczyć marines, czyli 'oddziałów desantowych amerykańskiej piechoty morskiej'; 'żołnierzy z tych oddziałów'. Używanie wielkiej litery (Marines) jest bezrefleksyjnym przenoszeniem zasad pisowni angielskiej do polszczyzny, nie mającym uzasadnienia. Dodajmy, że marines to wyraz nieodmienny. Piszemy więc: ci marines, tych marines, tym marines, z tymi marines, o tych marines. Odsyłam do słownika języka polskiego PWN.

    ~Kelevra napisał(a):
    Panie Przemysławie, Marines pisze się wielką literą, to nazwa własna.

    odpowiedz