Reportaże i wywiady Krzysztof Zalewski wygrał Idola jako długowłosy fan metalu

Krzysztof Zalewski wygrał Idola jako długowłosy fan metalu. Po 10 latach zmienił wygląd, gust muzyczny i zagrał w filmie

Krzysztof Zalewski wygrał Idola jako długowłosy fan metalu. Po 10 latach zmienił wygląd, gust muzyczny i zagrał w filmie
Krzysztof Zalewski wrócił po 10 latach [fot: Piotr Kamionka/Reporter]

Wraca z drugą, ale jak zaznacza, pierwszą autorską płytą. Zadebiutuje też w budzącym kontrowersje filmie o żołnierzach wyklętych, w którym zagrał główną rolę. Do tego potrzebne są jednak pieniądze na ukończenie produkcji i, jak ocenia reżyser: powrót IV RP. Krzysztof Zalewski w rozmowie z MenStream.pl opowiada, dlaczego tak długo trzeba było czekać na jego nowe piosenki i która z nich może stać się wielkim przebojem w Bułgarii.

MenStream.pl: Twoją nową płytę opisuje się często jako powrót po 10 latach byłego zwycięzcy Idola, ale Ty przecież nie zniknąłeś, tylko zmieniłeś miejsce na scenie.

Krzysztof Zalewski: Rzeczywiście, przez te lata współpracowałem z różnymi artystami. Grałem z zespołem Hey jako klawiszowiec i chórzysta. W solowej odsłonie Kasi Nosowskiej gram na wibrafonie. Koncertuję też z Moniką Brodką i punkowymi Muchami, także poruszałem i poruszam się w różnych stylistykach. Z Budyniem z Pogodno wspólnie zrobiliśmy muzykę do filmu "Jeż Jerzy". Nagrałem też dużą liczbę chórków dla innych artystów. Nie mogłem całkowicie porzucić muzyki, to dla mnie przestrzeń, w której chcę być. Z tego też się utrzymywałem i utrzymuję. Oprócz udziału w licznych projektach równolegle pisałem też piosenki do szuflady.

Z tej szuflady wyłonił się Zelig. Twój drugi album, ale może jednak tak na prawdę debiut?

Dopiero ta płyta jest w pełni autorską, w odróżnieniu od krążka Pistolet, który powstał po wygraniu Idola. Trochę to zbieranie kompozycji długo trwało, ale wreszcie udało się je zaprezentować szerszej publiczności. Oczywiście, jest to tylko jakaś część tego, co znalazło się w mojej szufladzie, ale przynajmniej było z czego wybierać. Nie miałem planu, by nagle wszystko, co wcześniej komponowałem i pisałem, wyrzucić do kosza. Choć po takim czasie zbierania muzycznego doświadczenia, mogła pojawić się pokusa startu od zera. Po tym idolowym debiucie miałem poczucie, że wszedłem do muzycznej elity trochę niezasłużenie, bez lat doświadczenia. Ostatni czas grania na drugim planie paradoksalnie pozwolił stać się wreszcie w pełni autonomicznym bytem artystycznym. To, co w tym czasie trafiło do mojej szuflady, pokazuje ten rozwój i wpływy innych muzyków. Myślę, że to też ciekawe.

A kto miał na Ciebie największy wpływ?

Może Cię zaskoczę, ale żaden z wymienionych artystów, z którymi koncertowałem, a producent i instrumentalista Marcin Bors. We Wrocławiu mieszkałem koło jego studia i często w nim bywałem. Obserwowanie go przy pracy z innymi zespołami było doskonała lekcją. Nie musiałem jeździć po całym kraju, by poznawać najlepszych, bo to oni przyjeżdżali do Marcina. U niego przecież powstają płyty: Nosowskiej, Brodki, Gaby Kulki, Oceanu, Lao Che, Much, Armii. To miejsce jest twórczym tyglem. Tam właśnie nauczyłem się najwięcej. Pierwszą płytę zresztą też tworzyłem z tym producentem i tak się poznaliśmy.

Zagrał też u mnie na gitarach i zrobił to fenomenalnie. Nie bez znaczenia była jego rola w sprowadzeniu mnie do parteru po zwycięstwie w reality show. Uwierzyłem w jego słowa krytyki, bo widziałem, jak doskonale radzi sobie z instrumentem i świetnie zna się na produkcji muzycznej. To była zdecydowana różnica, bo to, co słyszałem od członków jury Idola, nie zawsze przecież było prawdziwe. Niestety nie wiedziałem, że nie można wierzyć w te zachwyty i zapowiedzi wielkiej kariery. Ale wtedy format talent show dopiero raczkował.

A jak wspominasz wygraną w Idolu? Zastanawiasz się, co by było, gdyby nie Idol? Na castingu pojawiłeś się jako 18-letni gitarzysta zespołu, a wygrałeś jako wokalista.


Zalewski w IDOLU fot. PIOTR FOTEK/REPORTER/EASTNEWS
Rzeczywiście, wtedy miałem tylko doświadczenia w śpiewaniu w chórze, w naszym zespole tego nie robiłem. Teraz tego zupełnie nie roztrząsam, staram się do tego nie wracać, bo też i w międzyczasie miałem ważniejsze sprawy na głowie. Podsumowując, dobrze się stało, bo jestem tu, gdzie jestem. Niewielu ma szczęście, żeby dostać się do pierwszej ligi prosto z ulicy.

Niewielu jednak po tych programach potrafiło skonsumować artystycznie sukces.

Uważam, że to tylko kwestia konsekwencji. Jak chcesz to robić, to tak będzie.

Ale i Ty musiałeś trochę poczekać, by zrobić coś swojego. Wtedy jeszcze nie było tylu talent show, teraz każda stacja ma swój. Masz jakąś radę dla obecnie startujących, wygrywających?

Powoli drepczę swoją drogą, gdybym miał jakąś złotą receptę na sukces, to pewnie dawno bym już z niej skorzystał (śmiech). Na pewno jednak przydaje się konsekwencja, odrobina szczęścia i trochę bezczelności.

Najwyraźniej Twój przepis działa. Recenzje Zeliga są zachęcające. Krytycy podkreślają, że płyta nie spodoba się wszystkim, ale to dlatego, że jest jakaś. Brzmi dobrze, ale nie spowoduje, że będzie się masowo sprzedawać i że będziecie grać z zespołem na każdej imprezie.

To dobry start. Udało nam się przekonać krytyków do siebie (śmiech). Naszymi koncertami z naprawdę wybitnym składem, mam nadzieję przekonać też szerszą publiczność. Tyle lat razem próbowaliśmy i tyle lat się znamy, że sam fakt grania daje olbrzymią radość. Mogą to poczuć ludzie na koncertach i ich też to niesie. Dlatego jestem dobrej myśli i wierzę, że mamy szanse wydeptać sobie własną ścieżkę kariery. Za chwilę też ponownie wejdziemy do studia, by popracować nad nowym materiałem. Plan jest naprawdę ambitny, chcemy nagrać tę płytę jak za starych dobrych czasów w latach 60. Całym zespołem na raz, bez dogrywania instrumentów oddzielnie.

Mam nadziej, że uda nam się przez to pokazać coś innego, może bardziej autentycznego. Zupełnie inaczej odbiera się taki materiał niż coś nagrywanego przez wiele miesięcy, z zapisywaniem poszczególnych instrumentów oddzielnie. Ostatnio naprawdę wiele koncertowaliśmy i w najbliższym czasie to się nie zmieni. Mamy sporo występów w styczniu, lutym, marcu. Jeśli nie zmarnujemy okazji i za chwile rzeczywiście wypuścimy kolejny materiał, to wytupiemy sobie tę popularność. Reszta to tylko konsekwencja i ciężka praca.

Na drugiej stronie przeczytasz, która z piosenek z nowej płyty może stać się przebojem w ... Bułgarii

Tagi:

muzyka

krzysztof zalewski

zalef

zelig

Krzysztof Janoś
2014-01-20
SKOMENTUJ

  
Podaj pierwszy znak kodu 1Eyjj
KOMENTARZE