Reportaże i wywiady Jan Jakub Kolski smutnym, sfrustrowanym twardzielem

Jan Jakub Kolski smutnym, sfrustrowanym twardzielem? Bohater filmu "Zabić bobra" to nie jego alter ego

Jan Jakub Kolski smutnym, sfrustrowanym twardzielem? Bohater filmu
- Nie jestem też młody, a urodę mam szczególną: pomarszczony, łysy, krępy facet. Na miły Bóg, trzeba znać miarę na siebie! I ja ją znam - przyznaje Jan Jakub Kolski. [fot: Kino Świat]

- Baśniowych historii już nie ma. Bo ja już nie potrzebuję szukać w kinie rekompensaty, świata, gdzie mogę się schować. Postanowiłem już nie chronić się w filmie i zaopiekować się sobą w tym realnym życiu - mówi w rozmowie z MenStream.pl Jan Jakub Kolski, którego nowy film Zabić bobra wchodzi do kin już w najbliższy piątek. Znany reżyser, autor kultowych już filmów, jak Historia kina w Popielawach, Pornografia, czy Jasminum, odnosząc się do tego, co w życiu osiągnął i w jakim miejscu się znalazł, pyta dziennikarza: - Skąd ma Pan pewność, że to fajne miejsce? Skąd Pan wie, że nie jest ono superchujowe?

MenStream.pl: Przyznam się, że przed spotkaniem z Panem miałem w sobie pewien niepokój.

Jan Jakub Kolski, reżyser: Dlaczego?

Bo podobno, siedząc na przykład ze swoimi studentami, lubi Pan sobie pomilczeć i jest Panu z tym dobrze. Więc obawiałem się trochę, że może sobie miło pomilczymy...

To prawda, że ze studentami czasami siedzimy i milczymy, ale głównie jednak zajmujemy się ich sprawami. Moim zadaniem jest przygotowanie studentów czwartego i piątego roku do realizacji filmów dyplomowych. Szukamy więc wspólnie tego, co jest dobre w ich twórczości. Zastanawiamy się też nad tym, gdzie są braki. A po drodze trzeba pomilczeć, bo to bardzo wartościowa część całego procesu twórczego.

To mnie Pan uspokoił. Tym bardziej, że na pierwszy rzut oka nie jest Pan ponurym mrukiem, jak bohater ostatniego filmu Zabić bobra.

Nie jestem mrukiem, ale też nie jestem specjalnie skłonny do kontaktów ze światem. Lubię być z boku. To mi odpowiada.

Zobacz zwiastun filmu Zabić bobra

Nie ma Pan zapędów do tego, żeby być celebrytą?

Ale ja w ogóle nie wiem, co to znaczy. Poza tym zdaje się, że to określenie w odniesieniu do polskich realiów jest mocno przesadzone. Nie ma u nas dobrze wymyślonego systemu gwiazd, kreującego obraz medialny człowieka, który można dyskontować na rozmaitych poziomach. Niedawno przeczytałem zgrabne sformułowanie, że jaki „lajf” taki „stajl”. Cóż, jaki rynek, taki celebryta. Pana zdaniem ja się w ogóle nadaję na celebrytę?

A dlaczego nie?

Przecież, żeby być celebrytą, trzeba być młodym, pięknym i niezniszczalnym. A ja jestem zniszczalny, czego bardzo doświadczyłem w ostatnich latach. Nie jestem też młody, a urodę mam szczególną: pomarszczony, łysy, krępy facet. Na miły Bóg, trzeba znać miarę na siebie! I ja ją znam.

W nowym filmie pokazuje Pan smutnego, sfrustrowanego twardziela. To Pan?

W filmie jest tyle mnie, ile zechce Pan zobaczyć. Część odpowiedzialności przy oglądaniu musi spaść na Pana, więc proszę, by Pan ją na siebie wziął. To oczywiste, że film jest trochę o mnie, bo od lat robię kino autorskie. Ale nie odważę się powiedzieć, że jest w nim więcej mnie niż na przykład Eryka Lubosa, który bardzo się ze swoją rolą utożsamił. Być bohaterem swojego filmu to bardzo skomplikowany proces. Nie odważę się powiedzieć, że się na tym znam.

A co do określenia twardziel, to przylgnęło ono do mnie na wyrost. Stanisław Jerzy Lec powiadał, że żółw jest dlatego taki twardy, bo jest taki miękki. Sądzę, że to się da do mnie zastosować.

Eryk Lubos w filmie Zabić bobra [fot. Kino Świat].

Zgoda. Ale przyzna Pan, że te skórzane bransolety na nadgarstkach i muskulatura mogą budzić respekt.

Ależ ja te bransolety noszę od dwudziestu lat. Zanim w Polsce padły pierwsze słowa o tworzeniu wizerunku, to ja je już nosiłem. Mięśnie też już wtedy miałem. Bransolety dostałem od mojej byłej żony Grażyny. Kupiła mi je, bo uznała, że może mi w nich być fajnie. I to cała ich historia. Noszę je, dobrze się w nich czuję, choć już ledwie się trzymają na rękach. Poza przyzwyczajeniem jest w tym też pewnie trochę przekory. Jak widzę, że niektórzy celebryci też dzisiaj takie noszą, to miło mi myśleć, że zrobiłem coś dla siebie, a nie dla wizerunku.

Zostańmy przy wizerunku. - Ten film wkurwia - przepraszam za wyrażenie, ale to Pana słowa o Zabić bobra. I przyznam Panu, że mnie ten film wkurwił. Bo jest smutny, bo pokazuje sfrustrowanego faceta, bo wreszcie zepsuł mi wizerunek Pana jako reżysera od baśniowych historii, za które Pana bardzo cenię.

Ale baśniowych historii już nie ma. Bo ja już nie potrzebuję szukać w kinie rekompensaty, świata, gdzie mogę się schować. Postanowiłem już nie chronić się w filmie i zaopiekować się sobą w tym realnym życiu.

Film był więc dla Pana ucieczką?

To złe słowo. Powiedzmy tak: robiłem filmy, ale po latach odkryłem, że świat, który powoływałem do życia, był lepszy od tego świata, w którym żyłem. W tym sensie film był dla mnie rekompensatą. A teraz wszystko się zmieniło i świat, w którym robię filmy, jest taki sam jak ten, w którym żyję.

Ale to bardzo smutny świat Pan pokazał. Jest aż tak źle?

Było tak, gdy robiłem Zabić bobra. Proszę pamiętać, że film będzie pokazywany w Polsce ponad dwa lata po światowej premierze. I wówczas ten świat tak wyglądał. Siał opresją, czernią, był bardzo nieprzyjemny, ponury.

Rozumiem, że przez te dwa lata wiele się w Pana życiu zmieniło.

Wie Pan, nie jestem gotowy na użytek tej rozmowy oddawać mojego życia prywatnego. W tym sensie też nie spełniam wymogów bycia celebrytą.

Ale ja nie chcę Pana o to wypytywać. Tabloidy swoje już zrobiły.

Zatem powiem tyle, że moje życie się zmieniło. Musiałem stawić czoła szeregowi opresji.

Wyszło to Panu na dobre?

Nie wiem. Mam nadzieję, że tak. Ale każe mi Pan opisać to, co zdarzy się w przyszłości, a ja tego nie wiem. To, co na pewno jest teraz światłem w moim życiu, to umiejętność opiekowania się sobą. Dopiero niedawno odkryłem, że to potrafię.

Może właśnie dlatego, że ten film jest tak inny od poprzednich, dystrybutorzy nie chcieli go pokazać? Potrzebowaliśmy ponad dwóch lat od światowej premiery, by zobaczyć go w Polsce.

Proszę pytać dystrybutorów. Ja jestem po tej drugiej stronie kina. Trochę niezręcznie mi to mówić jako reżyserowi, ale być może świetne recenzje za granicą sprawiły, że optyka dystrybutorów się nieco zmieniła. W rezultacie film w Polsce wychodzi od jednego z najważniejszych graczy na rynku, czyli Kino Świat.

Zabić bobra - z pewnością zdaje Pan sobie sprawę z dwuznaczności tego tytułu.

No tak. Ale nie zamierzam się tym przejmować. Nie sądzę, żeby coś złego w związku z tym mogło spotkać mój film. Może kilka kloacznych żartów... Przywykłem już do tego, że tak się teraz żartuje.

Właśnie kończę film pod tytułem Serce, serduszko i wyprawa na koniec świata. Też słyszę, że tytuł za długi. A ja odpowiadam, że taki jest i taki... pozostanie.

O nowy film zapytam na końcu, żebyśmy mieli optymistyczne zakończenie. Teraz proszę mi powiedzieć, co Pana frustruje w polskiej rzeczywistości?

Sporo spraw. Ale musielibyśmy zacząć mówić o polityce.

Na drugiej stronie przeczytasz o pasji Jana Jakuba Kolskiego, którą było chodzenie po jaskiniach i o kolejnym filmie, który będzie miał premierę jeszcze w tym roku

Łukasz Pałka
2014-03-17
SKOMENTUJ

  
Podaj drugi znak kodu 6FVYf
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Masz szansę rozpocząć ciekawą dyskusję.