Męski Świat Na serio Zamieszki w Ferguson nie należą do najkrwawszych w historii USA
2014-12-04 06:00:00

Zamieszki w Ferguson nie należą do najkrwawszych w historii USA. Wcześniej ginęło nawet po kilkadziesiąt osób

1/4
Żołnierz Gwardii Narodowej eskortuje starszą Afro-Amerykankę podczas zamieszek w Watts w Los Angeles w 1965 roku.
fot: East News

Bitwy z policją na przedmieściach Saint Louis po zastrzeleniu przez policjanta nieuzbrojonego czarnego osiemnastolatka to nie pierwszy tego typu przypadek w Stanach Zjednoczonych. Brutalność amerykańskiej policji już wcześniej była zapalnikiem napędzanych dodatkowo frustracją i biedą rozruchów. Ostatnie największe miały miejsce 1992 roku. Władze na niemal pięć dni straciły kontrolę nad kilkoma dzielnicami Los Angeles. Interweniowała Gwardia Narodowa i marines. Zginęły 53 osoby, a władze wyceniły straty na miliard dolarów. Wcześniej z podobnych powodów do zamieszek w Mieście Aniołów doszło w 1965 roku. Brało w nich udział nawet 35 tysięcy osób. Zginęły 34, a straty wyniosły 40 milionów dolarów.

Rebelia w Watts

Rasizm był nieodłączną częścią historii Stanów Zjednoczonych od czasów niewolnictwa. Choć formalnie zakazano go już w 1863 toku, to do połowy XX wieku w całym kraju obowiązywała segregacja rasowa. W różnej formie mniejszości narodowe były pozbawione prawa do głosowania. Uniemożliwiano im pracę w dobrze płatnych zawodach, mieszkania w białych dzielnicach. Byli obsługiwani w drugiej kolejności w urzędach, sklepach i restauracjach oraz musieli ustępować miejsca białym w środkach transportu publicznego.


W sierpniu 1965 roku Watts przypominało strefę
wojenną. Fot: EastNEws
Dopiero od lat 50. rozpoczął się proces mający zlikwidować system dyskryminacji mniejszości. O aktywistach takich jak Martin Luther King, Malcolm X oraz organizacjach takich jak Black Power i Czarny Islam było coraz głośniej. Niestety, frustracja Czarnych była tak ogromna, że wielu z nich po prostu nie wytrzymywało. Wielu zwracało się w stronę przemocy i rozruchów. Do tych na tle rasowym tylko w XX wieku dochodziło kilkadziesiąt razy. Podobnie było w sierpniu 1965 roku w Watts, jednej z dzielnic Los Angeles.

Punktem zapalnym były napięcia między Czarnymi a policją. Do kilkudniowych zamieszek doszło bezpośrednio po incydencie z środy 11 sierpnia 1965 roku. Niedaleko od domu 21-letni Afro-Amerykanin Marquette Frye, został zatrzymany do rutynowej kontroli przez policję. Okazało się, że prowadził pod wpływem alkoholu. Po kilku minutach na miejsce przyszła matka chłopaka oraz okoliczni mieszkańcy. Pojawiły się także kolejne patrole policji. Doszło do szamotaniny. Tłum stał się agresywny, gdy jeden z oficerów policji uderzył kobietę w ciąży. Na miejscu wciąż pojawiało się coraz więcej osób. Także służb porządkowych. Gdy Marquette'a Frye'a i jego matkę policja zabrała na komisariat, ludzie wciąż pozostawali na ulicy. Podjudzeni, rzucali wszystkim co było pod ręką w policję. Z fragmentami chodnika włącznie.

To był tylko początek. W ciągu nocy zamieszki się rozprzestrzeniły. Szef lokalnej policji poprosił o pomoc wojsko. Następnego dnia ponad dwa tysiące żołnierzy próbowało przywrócić porządek. W ciągu dwóch dni poza kontrolą było około 120 kilometrów kwadratowych Los Angeles. Mieszkańcy podpalali i plądrowali sklepy, których właścicielami byli biali. Ci bardziej agresywni atakowali policję i straż pożarną. Na ulicę wyszło nawet do 35 tysięcy ludzi. Głównie Czarni. W sobotę na miejscu było już prawie cztery tysiące żołnierzy i prawie dwa tysiące policjantów. Wprowadzono stan wojenny i godzinę policyjną. Szef policji wydał oświadczenie, że dzielnica Watts przypomina strefę wojenną.

Zobacz archiwalne nagrania z 1965 roku

Pacyfikacja trwała do 17 sierpnia. Policja aresztowała prawie trzy i pół tysiąca osób, zginęły 34, a ponad tysiąc zostało rannych. Władze straty wyceniły na 40 milionów dolarów. Protestujący podpalili 258 prywatnych budynków i 14 publicznych, a splądrowali 192. Choć w całej Ameryce wydarzenie komentowano jako zwykły bandytyzm, to dla wielu Czarnych zamieszki były powstaniem przeciwko opresyjnemu i rasistowskiemu systemowi władzy. Niektórzy afro-amerykańscy aktywiści twierdzili, że była to rebelia przeciwko cichej akceptacji życia w slumsach.

Na następnej stronie przeczytasz o największych zamieszkach w latach 90. w Ameryce

Jan Bluz
SKOMENTUJ

  
Podaj pierwszy znak kodu Hfrec
Ten artykuł nie ma jeszcze komentarzy. Masz szansę rozpocząć ciekawą dyskusję.