Męski Świat Na serio Egzaminator na prawo jazdy wie, że go nie lubią, ale nie zamieniłby tej pracy na żadną inną. Powód? ...

Egzaminator na prawo jazdy wie, że go nie lubią, ale nie zamieniłby tej pracy na żadną inną. Powód? Wysokie zarobki

Egzaminator na prawo jazdy wie, że go nie lubią, ale nie zamieniłby tej pracy na żadną inną. Powód? Wysokie zarobki
Praca egzaminatorów zaczyna się codziennie w dni robocze już przed ósmą [fot: Piotr Fotek/REPORTER]

Dwóch mężczyzn siedzi w samochodzie egzaminacyjnym na placyku. Nagle jeden z nich wpada w furię. Wrzeszczy, klnie, gwałtownie macha rękami. Jednym szybkim ruchem wyrywa kluczyki ze stacyjki i ciska nimi w towarzysza. Klucze o włos mijają twarz tamtego i wypadają przez otwarte okno. Zaatakowany boi się, wzywa policję. To nie jedna ze scenek, które można zobaczyć w sieci, gdy egzaminator wpadł w szał. Tym razem to on się boi.

- Mocne słowa, wyzwiska, groźby - to codzienność - mówi Marek Drabiński, egzaminator z wrocławskiego WORD-u, który padł ofiarą tego ataku. Cieszy się, że nie przydarzyło mu się to, co koledze po fachu z Łodzi, którego w aucie już regularnie poszturchiwano. Łódzki WORD skierował wówczas sprawę do prokuratury. Oskarżenie - naruszenie nietykalności cielesnej. Wrocławska placówka na takie przypadki się nie skarży. Dotąd jedynie dwie sprawy skończyły się w sądzie. Za każdym razem chodziło o groźby.

Te padają najczęściej zza wysokiego żywopłotu lub żeliwnej barierki, za którą ustawiają się kandydaci pospołu z rzeszą wspierających: krewnych, przyjaciół, znajomych. W gruncie rzeczy owe mniej lub bardziej życzliwe obietnice to czcze gadanie, bo najczęściej niezdany test kończy się co najwyżej skargą u egzaminatora nadzorującego. Jednak wcale nie jest tak, że oceniający żegna się z klientem na placyku, mówi mu że niestety, nie udało się, a ten biegnie od razu do kierownictwa.

"
Violetta Wróblewska,
fot. arch. pryw.












Na sposób radzenia sobie ze stresem zawodowym ma wpływ wiele czynników takich jak: płeć, wiek, wykształcenie, stan zdrowia fizycznego, cechy osobowościowe, temperament, umiejętności psycho-społeczne. Najlepiej radzą sobie ze stresem osoby zorientowane na zadaniu i na działaniu, które w stresującej sytuacji potrafią ujawnić pozytywne emocje - mówi Violetta Wróblewska: psycholog biznesu, adiunkt w Społecznej Wyższej Szkole Przedsiębiorczości i Zarządzania w Łodzi"
- Wręcz przeciwnie. Kiwa głową, czasem łezka pocieknie, ale idzie do domu i zapisuje się na kilka jazd u instruktora, żeby się podszkolić - mówi Marek Drabiński. - Bywa i tak, że niesolidni instruktorzy próbują przenieść odpowiedzialność za niepowodzenie swojego kursanta na WORD - dodaje. Nakręcają klienta, mówią, że byli pewni sukcesu, a fiasko to jawna niesprawiedliwość. A oni by takiej nie przetrzymali. - Zazwyczaj w takiej sytuacji za kilka dni zdający wnosi skargę na przebieg egzaminu - Drabiński kręci głową z niesmakiem.

Oskarżani instruktorzy przestrzegają tymczasem: nie obarczajcie nas wszystkich odpowiedzialnością za swój zły wizerunek! - Wyjaśnijcie najpierw - o jakich szkołach jazdy rozmawiamy? Tylko nadzwyczaj słaba jednostka chce tłumaczyć porażkę swojego kursanta, wysyłając go z podaniami do WORD-u. Te lepsze, w których zdawalność przekracza 50 procent wiedzą, że tak już jest, że nie każdy zdaje za pierwszym razem i nie dają się wciągnąć w takie przepychanki - podkreśla Andrzej Tomkowiak z jednej z bydgoskich szkół jazdy.

Nie da się również ukryć, przekonują, że egzaminatorzy uważają siebie za nieomylnych. Zdarzało się, że do WORD-u trafiał zawodowy kierowca z wieloletnim doświadczeniem, bo na przykład przekroczył limit punktów karnych. I nie zdawał, bo rozpędzony przejechał na żółtym świetle. A że gwałtowne zahamowanie stworzyłoby poważne zagrożenie na drodze, to już był argument bez znaczenia.

- Prawda jest taka, że ludzie boją się odpyskować w aucie, nawet jeśli mają rację. Bo są w sytuacji, gdy cała ich przyszłość zależy od jednej osoby. I jak takiej osobie powiedzieć w twarz, co się myśli? Chyba tylko po fakcie, gdy już nie ma się nic do stracenia... - zaznacza Mariusz Leśniak z wrocławskiego ośrodka nauki jazdy.

Padają więc gorzkie słowa, a na biurko egzaminatora nadzorującego trafiają podania o wyjaśnienie niesprawiedliwej oceny. A takiej oficjalnej skargi nie sposób zignorować. - Nawet jeśli widzimy, że ktoś ją na zamówienie napisał. Bo to już któraś z kolei, stworzona według jednego szablonu - wzdycha znajomy Marka, Leszek Jędrzejewski, również egzaminator z Wrocławia.

Machina została puszczona w ruch. Kto oblał zdającego, ogląda z nim nagranie, potem tłumaczy się szefostwu. To pisze raport do marszałka województwa. I chociaż na blisko 150-200 skarg, które wpływają do WORD-u w ciągu roku, mniej niż dziesięć kończy się unieważnieniem egzaminu, incydent odbija się na premiach pracowników.

- To śmieszne, gdy ludzie myślą, że zależy nam na tym, aby jak najwięcej osób nie zdało. Że mamy za to ekstra kasę. Nic podobnego! Jest całkiem odwrotnie. Naciska się na nas, żeby tych porażek było coraz mniej - wyznaje Jędrzejewski. Na początku trudno było mu poradzić sobie z nieustannymi roszczeniami i stresem. Bywało, że przynosił pracę do domu. W końcu jednak, jak każdy z nich, uodpornił się, nie było rady.

Córka kolegi na egzaminie

Praca egzaminatorów zaczyna się codziennie w dni robocze już przed ósmą. Najpierw sprawdzają stan samochodów, przygotowują do jazdy. Nie są przypisani do jednego auta. - Owszem, zdarza się, że któryś z kolegów ma większy sentyment do któregoś i chętniej nim jeździ. To jednak jednostkowe sytuacje. Ostatecznie to przecież tylko stanowisko pracy - zaznacza Marek Drabiński.

W tym czasie komputer losując dobiera im zdających na cały dzień. Drukują karty - na nich imię, nazwisko i pesel osoby. - Nic więcej o zdających nie wiemy - zaznacza Leszek Jędrzejewski.

Jednak czasami już samo nazwisko wystarczy, żeby zapaliła się czerwona lampka. - Zaraz, zaraz, czy ja nie pracowałem kiedyś, w wojsku, z kolegą który się tak nazywał? – zastanawia się Jędrzejewski. Podchodzi do młodej dziewczyny, pierwszy raz ją widzi, ale jeszcze się upewni. Rzeczywiście, imię ojca w dowodzie takie same, jak znajomego.

- I to jest przykład luki w przepisach - zauważa z naciskiem egzaminator. - No bo o ile jest fizycznie niemożliwe, żebyśmy przeprowadzali egzamin z osobą, z którą jesteśmy blisko spokrewnieni, lub którą szkolił krewny, bo i przepisy tego zabraniają i komputer losując zwyczajnie do takiej sytuacji nie dopuści, to już przed spotkaniem ze znajomymi nic nas nie chroni. A to rodzi kontrowersje. Łatwo nas wtedy przecież posądzić o jakąś niesprawiedliwą przychylność! - podkreśla.

Dlatego też w podobnej sytuacji pracownicy WORD-u mają prawo pójść do koordynatora i zmienić zdającego. To zależy jednak jedynie od nich samych. Takie przypadki nie zdarzają się często. Bądź co bądź egzaminy prowadzone są jedynie w miejscowościach powyżej 100 tysięcy mieszkańców. Ryzyko jest więc minimalne.

Egzaminator zagaduje kursanta

Zadania do wykonania na placu również dobiera komputer, lub są losowane ręcznie, przez samego zdającego. Stres go zżera, to widać jak na dłoni. - Ręce mu się trzęsą, nie może trafić kluczykiem do stacyjki. I wiem co będzie dalej. Wylosował światła pozycyjne. Sprawdza z przodu i się do mnie uśmiecha, że już, że gotowe. Myślę: no błąd, bo są jeszcze z tyłu. To spytam: sprawdził pan wszystko? Kiwa głową. No i jeżeli jest to drugi błąd, to egzamin kończy się wynikiem negatywnym - opowiada Marek. I wie dobrze, że znów będzie ten zły. A tymczasem wcale nie musiał zadawać tego pytania. - Jakbym patrzył literalnie na przepisy, to bym nic mówić nie musiał - dodaje z przekąsem.

Zresztą z mówieniem podczas egzaminu sprawa jest mocno dyskusyjna. Bo już podczas jazdy w mieście nic testującemu nie zabrania, żeby sobie porozmawiał z aspirującym do miana kierowcy. - I kusi, bo raz - wiadomo, że kilka cieplejszych słów, jakaś anegdota - i klient od razu się odpręży, a dwa, to przecież głupio tak 40 minut w ciszy jechać - przyznaje Leszek Jędrzejewski. Zaraz jednak dodaje - lepiej się powstrzymać.

Sam miał sytuację, że trafił na prawdziwą gadułę. Nie szło go zignorować. Przy tym sympatyczny był i dobrze sobie radził. I wtedy, dosłownie w pół zdania Leszka, chłopak wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle. Ile było potem gadania, że go egzaminator zagadał!

Teraz już Jędrzejewski zaraz przy pierwszych, śmielszych zagajeniach rzuca formułkę: Raczej nie rozmawiajmy, choć rozmowa z panem na pewno należałaby do przyjemności, ale niestety, może to pana zdekoncentrować i twardo milczy. A szkoda, bo podobnie jak Marek, ma wytyczony jeden szkielet trasy (zna go już na pamięć), który lekko tylko modyfikuje, gdy wypadną roboty drogowe lub delikwent sobie nie radzi. O ile przyjemniej by mu czas płynął przy rozmowie...

Egzaminator jest więc cichy i oschły jedynie z powodów służbowych. Gdyby nie one, serce miałby na dłoni? Próbują do tego przekonać. Niemal każdy z nich pamięta pierwszy egzamin, który prowadził. Kiedy poszedł na plac cały zestresowany , z gorącą głową, stał w skwarze, na topiącym się asfalcie i tak bardzo nie chciał przegapić jakiegoś manewru. W myślach już układał trasę, jaką pojadą w miasto. A potem okazywało się, że nie musiał, bo zdająca potrąciła tyczkę przy parkowaniu. Mówiąc jej, że tym razem się nie udało, tłumaczył się jak uczniak. Kiedy odchodziła, zauważył, że nie oddał jej dokumentów. Biegł więc potem za nią aż za plac.

A dziś? Już nie podchodzi do tego aż tak emocjonalnie. - To prawda, zdarzają się gorsze dni. Któryś z nas jest, powiedzmy delikatnie, niesympatyczny. To nie jest tak, że nie zdajemy sobie sprawy z tego, że nie jesteśmy lubiani - przyznaje skwapliwie Leszek Jędrzejewski. - Ale tak to zwykle bywa - ludzie nie pałają wielką sympatią do tych, którzy ich oceniają.

Całkiem niezłe zarobki

Marek najbardziej nie lubi przeprowadzać egzaminu jesienią, kiedy wiatr głowę urywa a w ulewnym deszczu idzie zmoknąć w kilka minut. I potem musi paradować cały dzień w takich wilgotnych ubraniach. Złą pogodę idzie jednak znieść. W końcu, jak sam przyznaje, opłacany jest bardzo dobrze. I to na tyle, że zostawił pracę instruktora jazdy, choć uważał ją za bardzo satysfakcjonującą i cenił sobie bliski kontakt z kursantami.

Teraz jego pensja, jak i innych pracowników WORD-u, wynosi od 2,5 tysiąca nawet do 5 tysięcy netto, czyli jest nawet dwa razy wyższa niż gdyby w dalszym ciągu szkolili ludzi w szkołach jazdy. Skąd jednak tak szerokie widełki przy określaniu pensji? Otóż zależy ona od tego, jakiego stopnia jest dany specjalista, czyli na ile kategorii może przeprowadzić egzamin.

Miesięczne wynagrodzenie egzaminatora zależy od jego uprawnień

Źródło: Rozporządzenie ministra transportu z dnia 11 października 2007 r.w sprawie warunków wynagradzania egzaminatorów przeprowadzających egzaminy kandydatów na kierowców i kierowców
Stanowisko Zakres uprawnień do egzaminowania Stawki wynagrodzenia
Egzaminator I stopnia cztery kategorie prawa jazdy 4 000--5 000
Egzaminator II stopnia trzy kategorie prawa jazdy 3 500--4 500
Egzaminator III stopnia dwie kategorie prawa jazdy 3 000--4 000
Egzaminator IV stopnia jedna kategoria prawa jazdy 2 500--3 500

Do tego doliczyć trzeba dodatki: funkcyjny (za nadzorowanie innych egzaminatorów) w wysokości nawet 1,5 tysiąca, specjalny (za wykonanie dodatkowych zadań, nie zawartych w umowie o pracę), wynoszący 500 złotych miesięcznie oraz za wieloletnią pracę (po 5 latach pracy), obejmujący 5 proc. miesięcznego wynagrodzenia. Ten ostatni rokrocznie wzrasta o 1 procent, aż do 20 procent, przysługujących po 20 i więcej latach kariery zawodowej. Egzaminatorowi przysługują również nagrody: za szczególne osiągnięcia i jubileuszowa (po 10 latach pracy to 50 procent przeciętnego miesięcznego wynagrodzenia z ostatnich 6 miesięcy, po 30 - już 150 procent).

Droga do tego, aby zostać egzaminatorem, jest stosunkowo prosta i krótka. Wystarczy zapisać się na trwający od 4 do 6 miesięcy kurs, przeprowadzany w WORD-zie. Jego koszt to 3-4 tysięcy złotych. Kończy się egzaminem teoretycznym (Najgorszy! Podręcznik trzeba praktycznie wykuć na pamięć - wspomina Leszek Jędrzejewski) i praktycznym. Żeby jednak ubiegać się o pracę, trzeba jeszcze zdać test weryfikacyjny, organizowany raz na pół roku przez Ministerstwo Transportu. Jędrzejewski uwinął się ze wszystkim wyjątkowo szybko. Kiedy stracił pracę w wojsku, od razu zapisał się na szkolenie, zdał egzaminy i zatrudnił we Wrocławiu. Na bezrobociu siedział ledwie miesiąc.

eGZAMINATOREM MOŻE ZOSTAĆ OSOBA, KTÓRA:
- ma średnie wykształcenie;
- przynajmniej od 3 lat ma prawo jazdy kategorii B oraz przez okres co najmniej roku, odpowiednio do zakresu przeprowadzanego egzaminu;
- ma ważne orzeczenie lekarskie o braku przeciwwskazań zdrowotnych do wykonywania czynności egzaminatora;
- ma ważne orzeczenie psychologiczne o braku przeciwwskazań psychologicznych do wykonywania czynności egzaminatora;
- nie była skazana prawomocnym wyrokiem sądu za:
a) przestępstwo przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji,
b) przestępstwo popełnione w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej,
c) przestępstwo przeciwko wiarygodności dokumentów,
d) prowadzenie pojazdu w stanie po użyciu alkoholu lub w stanie po użyciu innego podobnie działającego środka,
e) przestępstwo umyślne przeciwko życiu i zdrowiu lub
f) przestępstwo przeciwko wolności seksualnej i obyczajności;
- jest wpisana do ewidencji egzaminatorów.

Teraz raz na rok musi jeszcze, jak każdy egzaminator, brać udział w kursach dokształcających w firmie. Podczas nich ćwiczy jak rozwiązywać konflikty ze zdającymi, omawia przypadki, które przytrafiły się jemu i kolegom przez te kilka miesięcy.

Nie omawia przy takich okazjach wypadków z życia prywatnego. A mógłby. Kiedy jedzie samochodem z którąś z kierujących córek, ta nieodmiennie zżyma się: Tato, nie czepiaj się!, bo nieraz wyrwie mu się jakiś mentorski komentarz. Kiedyś pełen dobrych rad i wskazówek podbiegł do męczącego się ze swym autem sąsiada i zasugerował, że pomoże mu zaparkować tak, by auto szło jak po szynach. Tamten obraził się na tydzień. Żona Marka, szczęśliwie, już się przyzwyczaiła. Wie, że zawsze gdy z nim jedzie, ten chytrze ją pokieruje: na rondzie skręcimy w lewo, a na światłach pojedziemy prosto.

Czytaj w Menstream.pl
Oni nie chcą wracać do Polski
Prawnicy, lekarze, naukowcy, artyści. Polacy robią karierę za granicą i nie chcą wracać.
Oni zwalniają za pieniądze
Wiem, że jedna moja decyzja, i jakaś rodzina będzie mieć problem z kupnem najpotrzebniejszych rzeczy. Ale też nie podejmuję jej w minutę, siedząc za wygodnym biurkiem.
Polska to raj dla architektów
Uznany projektant przekonuje, dlaczego warunki do pracy w Polsce są lepsze niż na Zachodzie.


Praca egzaminatorów zaczyna się codziennie w dni robocze już przed ósmą. Najpierw sprawdzają stan samochodów, przygotowują do jazdy. Nie są przypisani do jednego auta. – Owszem, zdarza się, że któryś z kolegów ma większy sentyment do któregoś i chętniej nim jeździ. To jednak jednostkowe sytuacje. Ostatecznie to przecież tylko stanowisko pracy – zaznacza Marek Drabiński. W tym czasie komputer losując dobiera im zdających na cały dzień. Drukują karty – na nich imię, nazwisko i pesel osoby. – Nic więcej o zdających nie wiemy – zaznacza Leszek Jędrzejewski.
Jednak czasami już samo nazwisko wystarczy, żeby zapaliła się czerwona lampka. – Zaraz, zaraz, czy ja nie pracowałem kiedyś, w wojsku, z kolegą który się tak nazywał? – zastanawia się Jędrzejewski. Podchodzi do młodej dziewczyny, pierwszy raz ją widzi, ale jeszcze się upewni. Rzeczywiście, imię ojca w dowodzie takie same, jak znajomego. – I to jest przykład luki w przepisach – zauważa z naciskiem egzaminator. – No bo o ile jest fizycznie niemożliwe, żebyśmy przeprowadzali egzamin z osobą, z którą jesteśmy blisko spokrewnieni, lub którą szkolił krewny, bo i przepisy tego zabraniają i komputer losując zwyczajnie do takiej sytuacji nie dopuści, to już przed spotkaniem ze znajomymi nic nas nie chroni. A to rodzi kontrowersje. Łatwo nas wtedy przecież posądzić o jakąś niesprawiedliwą przychylność! – podkreśla.
Dlatego też w podobnej sytuacji pracownicy WORD-u mają prawo pójść do koordynatora i zmienić zdającego. To zależy jednak jedynie od nich samych. Takie przypadki nie zdarzają się często. Bądź co bądź egzaminy prowadzone są jedynie w miejscowościach powyżej 100 tysięcy mieszkańców. Ryzyko jest więc minimalne.

Dorota Ziemkowska
2013-09-11
SKOMENTUJ

  
Podaj trzeci znak kodu ACbph
KOMENTARZE
  • 11.09.13, 20:09:37

    ~mieczmantoja

    To jeszcze im płacą?
    odpowiedz
  • 12.09.13, 14:48:23

    Tadeusz49

    Co ciekawe, taki egzaminator , dość że jest gburem , chamem i pajacem to jeszcze jest opłacany z naszych pieniędzy!! Świetnie!! W tym krjau robi sie wsyztsko by nas do goła oskubać!
    odpowiedz
  • 21.09.13, 00:40:10

    ~MsciwyFrustrat

    Jak przeczytałem o egzaminatorze zaatakowanym kluczykami to prawie mu zacząłem współczuć.
    Na czyje zamówienie powstał ten artykuł, klubu miłośników egzaminatorów WORD?
    odpowiedz
  • 21.09.13, 13:34:40

    ~pretendent C+E

    Pretendent C+E. Tyle powiem, nie zdałem bo podpinałem zestaw o 7.35 rano i z powodu braku powietrza w układzie po podpięciu.Przekroczyłem czas o 1(jedna) minutę 40 sekund. Efekt opłacę jeszcze raz egzamin. Kurcze za taką kasę jak zarabiają to ja zostaje jak zdam egzaminatorem:)
    odpowiedz