![]() Fot. Tomasz Bonek |
![]() Fot. Tomasz Bonek |
![]() Fot. Tomasz Bonek |

Fundacja o Lubiążu
Historia budowli sięga roku 1163, kiedy to na niewielkim wzgórzu nad Odrą, tuż przy przeprawie przez rzekę, stanęło kilku mnichów (wieść niesie, że dwunastu z opatem na czele – jak dwunastu Apostołów z Jezusem), których sprowadził do Lubiąża książę Bolesław I Wysoki. Hojne nadania ziem, zdolności i pracowitość mnichów, szybko doprowadziły do bogactwa zakonu. Dzisiejszy wygląd zespołu to wynik działań opata Arnolda Freinbergera i jego następców.
Na ten czas przypada największy rozwój opactwa. Lubiąż stał się centrum kultury i sztuki Śląska, a sam kompleks klasztorny perłą architektury baroku, pełną bogactwa i przepychu. Jakże daleko cystersi odeszli od surowej reguły ora et labora (módl się i pracuj).
Czasy świetności skończyły się wraz z przejściem Śląska pod panowanie pruskie w roku. Od tego momentu zaczął się powolny, ale nieuchronny upadek tego wspaniałego obiektu. Czas bezlitośnie obszedł się z opactwem. Niewiele zostało z wystawnego wyposażenia 300 sal, kościół jest pustą skorupą, a w części klasztornej straszą puste cele. Ale budowla nadal robi wrażenie. Zachwyca najdłuższa w Europie, licząca 223 metry barokowa fasada i wzbudza podziw zabudowa całości na planie gigantycznej cyfry 9.
![]() Fot. Tomasz Bonek |
![]() Fot. Tomasz Bonek |
![]() Fot. Tomasz Bonek |
Skarby w muzeach i innych kościołach
Co stało się ze wszystkimi zabytkami sztuki, które kiedyś uświetniały lubiąskie wnętrza?
Około roku 1740, po latach władania Śląskiem przez cesarzy austriackich, teren ten podbili Prusacy, którzy w 1810 r. zlikwidowali zakon cystersów i przywłaszczyli sobie jego dobra. Wówczas właśnie zniszczono sporą część zgromadzonych w Lubiążu skarbów. W samym obiekcie powstał szpital, a w piecach palono manuskryptami z biblioteki opactwa. Ale większość wyposażenia kościoła w nim pozostała, w tym także płótna słynnego Michała Willmanna, malarza śląskiego baroku, nazywanego śląskim Rembrandtem.
Fot. Tomasz Bonek
Dramatyczna w historii Lubiąża jest pierwsza połowa XX wieku. W 1936 r. przyjeżdża tu sam Adolf Hitler. Wizytuje obiekt, w którym później powstanie fabryka zbrojeniowa wytwarzająca prawdopodobnie podzespoły do lotniczych systemów radarowych. To on także prawdopodobnie powierza też Guentreowi Grundmanowi, historykowi sztuki z Uniwersytetu Breslau specjalną misję - ma zabezpieczyć dzieła sztuki z polskich muzeów chociażby przed bombardowaniami. Oficjalnie pełni funkcję Prowincjalnego Konserwatora Dzieł Sztuki.
Jak opowiada Joanna Lamparska, autorka kilkunastu książek-przewodników o tajemnicach Dolnego Śląska, Grundmann tworzył najpierw listę śląskich zabytków. Wysłał do około 250 osób prośby o podanie listy szczególnie cennych przedmiotów, które znajdują się w ich zbiorach. Uzyskał 161 odpowiedzi. Później miał je zabezpieczyć przed konsekwencjami jakie niosła ze sobą wojna. Przypuszcza się, że stworzył na terenie całego Dolnego Śląska około 80 skrytek, do których przewieziono dzieła sztuki. W skrytce w Cieplicach, gdzie Grundmann miał willę odnaleziono 19 skrzyń ze zbiorami skarbca katedry na Wawelu, katedry warszawskiej, z Wilanowa, pałacu w Łazienkach, warszawskiego Muzeum Narodowego i krakowskiego Muzeum Czartoryskich.
Inne zbiory były wywożone w głąb Dolnego Śląska i ukrywane w pałacach, zamkach i rezydencjach. Jednym z takich miejsc był także Lubiąż, który sam obfitował w cenne dzieła.
![]() Fot. Tomasz Bonek |
![]() Fot. Tomasz Bonek |
![]() Fot. Tomasz Bonek |
Pod sam koniec wojny konserwator postanowił jednak ewakuować w głąb Niemiec najcenniejsze zabytki. Z zamku w Karpnikach zabrał np. bezcenną Madonnę burmistrza Meyera Hansa Holbeina. Jego spis zabytków został odnaleziony w gruzach urzędu konserwatorskiego. Jak podają źródła internetowe, m.in. Wikipedia, dokument rozszyfrował Józef Gębczak – polski historyk sztuki. Po wojnie wszystkie miejsca z listy odwiedziła polska komisja rewindykacyjna pod przewodnictwem Witolda Kieszkowskiego – dyrektora Naczelnej Dyrekcji Muzeów. Okazało się, że skrytki nie były już kompletne. Komisja zabezpieczyła to co zostało, a później przekazała do polskich muzeów i kościołów. Tylko nie do Lubiąża...