MenStream.pl Rozrywka Ludzie Wojna od kuchni i naleśniki dla 11 mln żołnierzy

Wojna od kuchni i naleśniki dla 11 mln żołnierzy

W Algierii Francuzi zajadali się drobiem duszonym w winie, w Czeczeni było mięso, jeśli kucharzowi udało się dopaść i zarżnąć krowę. - Im lepsze jedzenie, tym wyższe morale żołnierzy - mówi Peter Kerekes, reżyser filmu Kucharze Historii, który dziś wchodzi do polskich kin. Czytaj dalej
Wojna od kuchni i naleśniki dla 11 mln żołnierzy
fot: Martin Collar/Cooking History.net
 MenStream.pl: Jest Pan wegetarianinem?

Peter Kerekes, reżyser: Nie, nie jestem. Jestem Węgrem, nasza kuchnia obfituje w potrawy mięsne. Lubię mięso w każdej postaci.

Pytam, bo w filmie używa Pan obrazów zabijania zwierząt jako metafory dla okropieństw wojny i przedstawia to Pan tak, jakby zabijanie zwierząt było równie złe jak zabijanie ludzi. Pana zdaniem to jest to samo?

Nie, to nie jest to samo. Jednak opowiadając o wojnie potrzebowałem obrazów, które uderzą w widownię, które wywołają w ludziach ból i cierpienie. Zanim zrobiłem film zmontowałem trzyminutowy trailer i tam były ujęcia zdychających zwierząt oraz zdjęcia archiwalne, na których widać jak francuscy żołnierze rozstrzeliwują Algierczyków. I widzowie byli bardziej wstrząśnięci widokiem zarzynanej krowy, niż umierających ludzi.

W filmie krew się leje obficie. Mam nadzieję, że sceny z zabijaniem krowy lub świni były kręcone raz, że nie potrzebne były duble?

Udawało się to zrobić za jednym zamachem. Dobry kucharz polowy radzi sobie ze zwierzyną jednym pociągnięciem noża.


Rosyjscy weterani wojny w Czeczeni, fot: Martin Kollar

Jak się Pan czuł widząc to na własne oczy?

Nie robiło to na mnie większego wrażenia. Jak byłem mały często jeździłem do rodziny na wieś i tam z ubijania świni robiła się rodzinna impreza. Zjeżdżały wszystkie ciotki i wujkowie, ubijało się świniaka, oprawiało go, a potem razem robiło się kiełbasy. Jestem przyzwyczajony do takiego widoku, podobnie moi bohaterowie, kucharze wojenni, którzy nie takie rzeczy na wojnie widzieli.

Przez Pana film przewijają się historie z sześciu frontów, od Algierii po Bałkany. Wszystkie opowiedziane są przez pryzmat potraw, które gotują bohaterowie - polowi kucharze. Jak Pan wpadł na pomysł, żeby opowiedzieć o wojnie od kuchni?

Często gotowałem z moim ojcem i zawsze w trakcie tych wielogodzinnych kuchennych sesji dużo rozmawialiśmy.

Któregoś dnia, w trakcie robienia gołąbków, ojciec opowiedział mi historię pewnego kucharza polowego, który w czasie węgierskiej rewolucji gotował dla armii radzieckiej. Jego rodzina, która pragnęła niepodległości Węgier, traktowała go jako zdrajcę. Wtedy pomyślałem, że to genialny pomysł, żeby opowiedzieć o wojnie przez pryzmat kuchni, bo tam się pojawia mnóstwo interesujących wątków. Ostatecznie ten węgierski kucharz pojawia się w filmie.


Bekes Mihaly, węgierski kucharz, który gotował dla armii radzieckiej w czasie rewolucji węgierskiej w 1956 roku, fot. Martin Kollar

Opowiedzieć o wojnie przez pryzmat kuchni, a zamiast walki i ofiar pokazać szatkowanie, mielenie i rąbanie mięsa?

Tak, te obrazy przyszły mi do głowy od razu. Choć nie stawiam znaku równości między zarżnięciem krowy, a zabijaniem ludzi.

Ale uważa Pan, że to ten sam mechanizm?

Ja nie odpowiadam na pytania, tylko je stawiam. Popatrzmy na tego francuskiego kucharza, który ze śmiechem na ustach goni koguta, łapie go, wiesza za nogi na drzewie, przecina mu gardło i upuszcza krew. I cały czas wesoło opowiada nam o tym, jak bardzo lubi gotować.

Kogut potraktowany jest jak przedmiot, trzeba go zabić po to, żeby go zjeść. Nie traktuje się go jako istoty, która może odczuwać cierpienie, bo kucharz, który musi przygotować 500 duszonych kogutów i obdzielić nimi 800 żołnierzy, nie będzie się przecież roztkliwiać nad każdym z nich. Rutyna. Człowiek się przyzwyczaja i dostosowuje.

Takim samym prawem rządzi się wojna. Nie ma miejsca na sentymenty. Nie ma ideałów, są tylko pragmatyczne rozwiązania. Ale powtarzam, nie stawiam znaku równości, tylko zadaję pytanie. W czasie tych wojen zginęło 60 milionów ludzi.


Jacques Besson, francuski kucharz z frontu w Algierii, fot. Martin Kollar

W jaki sposób jedzenie wpływa na morale żołnierzy?

Tak jak opowiadają dwie serbskie kucharki, które o ironio, gotowały dla chorwackich żołnierzy: jak był dobry gulasz, to było niezłe bombardowanie. Najedzony żołnierz to dobry żołnierz. Poza tym to jakie jest jedzenie na froncie świadczy poniekąd o tym, w jakiej sytuacji jest armia.

Jeśli dobrze działa system zaopatrzenia i jest co jeść, to jest znak dla żołnierzy, że są bezpieczni, że sytuacja jest pod kontrolą. Jedzenie to także jedna z nielicznych przyjemności i nagród, które żołnierz dostaje za walkę. Nie można używać narkotyków, uprawiać seksu, pić alkoholu, jedyne co możesz to dobrze zjeść.

Kucharz na froncie jest dla żołnierzy jak matka. Jak jest dobre jedzenie jak u mamy to żołnierze czują się bezpiecznie.


Peter Silbernagel, kucharz z niemieckiej łodzi podwodnej, który jako jedyny przeżył jej zatonięcie w 1961 roku, fot. Martin Kollar

Na którym froncie było najlepsze jedzenie?

Najlepiej karmieni byli Francuzi, w Algierii niczego nie mogło im zabraknąć. Dbano o Niemców w czasie II wojny światowej, tak długo jak były możliwości. Jak wywędrowali daleko na wschód to i głód ich dopadł.

Ale niemiecki żołnierz nie zjadłby chleba innego niż prawdziwy biały KomissBrot, który codziennie wypiekał dla nich polowy piekarz. Niemiec brzydził się ruskim, czarnym, twardym jak kamień chlebem. A żołnierze radzieccy jedli co popadnie. Dla wszystkich jedna i ta sama kasza, codziennie, przez kilka lat.

Kucharz to niewinna postać, która stoi z boku i pozostaje niezaangażowana w to, co się dzieje na froncie?

To zależy. Na przykładzie moich bohaterów widać, że to jest bardzo różnie. Kiedy spotkaliśmy się z tym niemieckim piekarzem, wydawał się nam przemiłym starszym panem, który nigdy nikogo nie zabił. Wszystko robił precyzyjnie, dokładnie odmierzał, tłumaczył, że chleb musi być zawsze upieczony według przepisu, bo taki jest najdoskonalszy.


Franz Weinhart, niemiecki piekarz w czasie II Wojny Światowej, fot. Martin Kollar

Ale jak zaczął nam tłumaczyć, dlaczego jego zdaniem, niemiecki chleb jest najlepszy na świecie to się okazało, że u niego miłość do niemieckiej kuchni jest wyrazem ksenofobii i nacjonalizmu. Całym sercem stał po stronie niemieckich żołnierzy najeżdżających Polskę, wybijających Żydów. Śpiewał nam niemieckie piosenki patriotyczne, cytował fragmenty propagandowych ulotek. Też był częścią Wermachtu - tej 18-milionowej niemieckiej maszyny do zabijania.

Nacjonalizm przejawia się nawet w kuchni?

O tak, nie na darmo mówi się o kuchni narodowej. Świetną historię opowiada w filmie osobisty doradca żywieniowy Marszałka Tito. O tym, jak niechęć do utrzymania jedności Jugosławii po jego śmierci manifestowała się tym, jakie jedzenie było serwowane w trakcie negocjacji między przywódcami poszczególnych republik.

Jak do siebie zapraszał Milosevic podawano specjały kuchni serbskiej, jak Tudjman to chorwackie. Dietetyk Tito narzekał także na upadek obyczajów kolejnych przywódców w Belgradzie. Już nikt nie robił tak wystawnych przyjęć jak Tito, w trakcie których podawano jedzenie na kobietach – tacach. Nikt już nie dbał o swoje odżywienie jak Marszałek, któremu dietetyk z laboratoryjną precyzją przygotowywał jedzenie, by było bogate we wszystkie składniki odżywcze.


Branko Trbovic, osobisty dietetyk Josipa Broza Tito, fot. Martin Kollar

Co ciekawe nacjonalistycznych skłonności nie przejawiają kobiety, które są bohaterkami mojego filmu. Wspomniane już wcześniej Serbki, które gotowały dla Rosjan, albo Rosjanka, która poza tym, że robiła naleśniki dla 11 milionów czerwonoarmistów, to dokarmiała niemieckich żołnierzy. Dla niej nic nie było czarno – białe. Ona miała też kilka trafnych kuchennych mądrości, np. że życie to nie owsianka, nie ma na nią prostego przepisu.

Od niej dowiedział się Pan także jak zrobić naleśniki dla 11 milionów radzieckich żołnierzy.

O tak, to się robi tak jak pojedynczą porcję, tylko trzeba dać wszystkiego 11 milionów więcej.

Próbował Pan tych potraw?

Tak, próbowałem. Te przepisy, które pojawiają się w filmie można spokojnie zastosować w praktyce. Tylko radzę nieco zmniejszyć proporcje.


Peter Kerekesz razem z serbskimi kucharkami, które gotowały dla chorwackich żołnierzy w trakcie wojny domowej w Jugosławii w 1991 roku, fot. Martin Kollar

A jaki jest Pana przepis na dobry dokument?

W gotowaniu najważniejsze jest, żeby dobrze dobrać składniki - w filmie jest podobnie. Moimi składnikami są bohaterowie.

Rozmawiałem ze 106 kucharzami, spośród nich tylko dwóch było nudnych i nie miało nic ciekawego do powiedzenia, więc spośród 104 musiałem wybrać tych, którzy stworzą najsmaczniejszą całość.

W filmie ważne jest też by nie rozgotować scen za bardzo i nie trzymać ich zbyt długo na ekranie. No i we właściwym momencie zadawać właściwe pytania.

Paulina Pacuła
2010-09-01
SKOMENTUJ

  
Podaj trzeci znak kodu VuxVi
KOMENTARZE
  • 1.09.10, 11:02:29

    ~Gość

    Afrykańskie dzieci głodują bieduli, a te bydło napasione mięsiwem się obżera zalanym wińskiem! Tłuste bebechy obleśne!
    odpowiedz
  • 1.09.10, 13:01:23

    ~Gość

    słaby ten artykuł
    odpowiedz
  • 1.09.10, 14:19:12

    ~Gość

    Ten film był już wyświetlany w C+
    odpowiedz
  • 1.09.10, 14:26:27

    ~Gość

    ~Gość 95.50.232.* napisał(a):
    słaby ten artykuł

    to nie artykuł, tylko wywiad, jełopie
    odpowiedz
  • 9.09.10, 15:31:40

    ~Gość

    Jeżeli widzieliście zwiastun, doznaliście wszystkich dowcipnych i ciekawych momentów w filmie. Całość nieskładna i niestety nuży. Końcowej refleksji brak a do przemyśleń składa tylko w odniesieniu do marnego losu konsumowanych przez nas zwierząt i potrzeby humanitarnego uboju - zwierzęca gratka dla "fanów" dekapitacji i filmu z egzekucji Nickolasa Berga.
    Podsumowując idea ciekawa ale nic poza tym. Porównanie a MASH'em jest nieporozumieniem.
    Odczekać pół roku i wypożyczyć na DVD.
    odpowiedz
  • 27.10.10, 21:17:57

    Radosław18

    Ciekawe i chociaż jest to dosyć niecodzienny temat, to nie ma powodu, aby negować zawarte w wywiadzie informacje. No chyba, że ktoś ma jakieś dowody na to, że wcale tak nie jest itp.
    odpowiedz
  • 27.10.10, 22:32:36

    Ardiles

    No tego to jeszcze nie było :D Wywiad zaciekawił mnie na tyle, że poszukam tego filmu, aczkolwiek mam nadzieje że nie jest to jak ktoś wyżej napisał seria ujęć mordowania zwierząt :/
    odpowiedz