MenStream.pl: Minęło równo 10 lat od premiery filmu Wiedźmin, który Pan wyreżyserował. W międzyczasie powstały już dwie części gry The Witcher. W przeciwieństwie do filmu obie zebrały świetne recenzje i odniosły sukces. Czemu nie udało się to Panu?
Marek Brodzki, reżyser: To znak czasów. Zmieniły się możliwości, poszła do przodu technika. Dziś można zrobić wszystko, a na pewno więcej niż wtedy, kiedy myśmy brali się za Wiedźmina. Dziś można by zrobić to potężnie, z błyskiem i wybuchem. Cała ta magia opisana przez Sapkowskiego, ma swoje odzwierciedlenie w działaniach grafików komputerowych. Wszystko staje się możliwe, a my musieliśmy improwizować.
Chodziło więc tylko o efekty specjalne? Z jednej strony groteskowo ucharakteryzowana strzyga, z drugiej zupełnie nierealny smok. Budżet filmu sięgający blisko 19 milionów złotych chyba pozwalał na lepszą ich realizację?
Chodziło o możliwości techniczne. Kiedy robiliśmy smoka, to były pierwsze takie efekty komputerowe w Polsce. To, co próbowaliśmy wykreować na ekranach kin w 2001 roku, było wówczas pionierstwem. Wszystko zupełnie inaczej wyglądało niż dziś. Można powiedzieć, że było w technicznych powijakach. Stawaliśmy przed dużym wyzwaniem.
Jestem wielkim fanem fantasy, ten gatunek zawsze jest kuszący dla reżysera, ale jest również niezwykle wymagający. Od początku czułem presję. Trudno było spodziewać się czegoś innego. Ilu czytelników Sapkowskiego, tyle wizji tego świata i jego bohaterów. Wiedziałem, że porwanie się na ekranizację tej książki niesie za sobą wielkie ryzyko.
Twórcy gry również musieli się z tym liczyć, a jednak przekonali do siebie fanów.
Oni mieli tą przewagę, że mogli wyeliminować błędy, które my popełniliśmy. To co się zdarzyło z filmem to się już zdarzyło i nic tego nie zmieni. Ta produkcja musiała budzić emocje i budziła. Absolutnie nie mam za złe tym wszystkim, którzy byli i są krytyczni nastawieni. Nigdy nie obrażałem się na widzów, nie reagowałem na falę krytyki, twierdzeniem, że wszyscy inni racji nie mają, a moja wizja tego dzieła jest jedynie słuszna. Jednak wciąż uważam, że jak na tamte czasy stanęliśmy na wysokości zadania i zrobiliśmy naprawdę dobry film, którego do dziś się nie wstydzę.
A miał Pan okazję zagrać w Wiedźmina?
Tak, miałem pierwszą część gry. Byłem nią zachwycony, chociaż początkowo mój komputer miał problem z jej uruchomieniem. Jedyną rzeczą jaką byłem trochę zdegustowany to style walki. Nie potrafiłem sobie z nim dać rady, to jak Wiedźmin machał tym mieczem w ogóle do mnie nie przemawiało. To jedyna uwaga do tej gry. Cały świat stworzony w niej jest fantastyczny, a zawłaszcza podoba mi się jej oprawa graficzna. Poza tym Wiedźmin ze swoimi mieczami, wyglądem jest bardzo podobny do naszego Geralta. Zresztą nie tylko on - wiele postaci jest podobnych. Nie uważam żeby było to coś złego, że gdzieś tam twórcy się trochę wzorowali. W końcu wszyscy opieramy się na tym, co napisał Sapkowski.
Wielu osobom Żebrowski jednak nie przypadł do gustu. Sprzeciw był tak duży, że powstał nawet Komitet Obrony Jedynie Słusznego Wizerunku Wiedźmina, a fani ogłosili protest przeciwko obsadzeniu głównych ról przez Michała Żebrowskiego i Grażynę Wolszczak. Do postaci z gry nie mieli takich obiekcji.
Wszystkie postacie są bardzo precyzyjnie opisane przez Sapkowskiego, ale i tak dla każdego będą one trochę inne. Kręcąc film ogranicza się ludziom tą dowolność interpretacji i narzuca swoją wizję bohaterów. To zawsze ma prawo wzbudzać bunt.
Żebrowski nie tylko świetnie się do tej roli nadawał, ale powiem więcej, gdybym robił Wiedźmina 10 - 20 lat później ponownie zaangażowałbym go do tej roli bez wahania. Michał był doskonałym Wiedźminem. W tym filmie są rozmaite role, które może inaczej bym sobie wyobraził, kogo innego w nich obsadził. Jednak na pewno nie dotyczy to ani Michała Żebrowskiego ,ani Grażyny Wolszczak jako Yennefer. Ta para była absolutnie fantastycznie obstawiona.
~Gość
~Gość
~Gość
~Gość
~Gość
~Godefroy