Płyta Antyszanty miała premierę dwa lata temu. Od tego czasu jeździsz i koncertujesz. Nie jesteś już tym zmęczony?
Hubert Dobaczewki, lider Lao Che: Jestem. Ale to jest trochę problem tego zawodu. Oczywiście, chciałbym występować wciąż z nowymi rzeczami, a tak się nie da. Co prawda, kiedy jadę w nowe miejsca, to jest to świeży skok na wodę, ale jak gram w Krakowie trzeci czy czwarty raz, to jest to pewne obciążenie.
Może w takim razie pora nagrać coś nowego?
Właśnie pracujemy nad nową płytą. Muzyki jest już naprawdę dużo, ale tekst mam jeden. Jest pomysł, ale za wcześnie abym o tym mówił, bo zaraz mogę zadryfować za daleko. To są gorące miesiące dla zespołu.
To będzie płyta Lao Che czy kolejna solowa płyta Spiętego?
Zespołu. Ja może byłbym i gotowy, ale nie umiem robić dwóch rzeczy na raz. Teraz angażuję się w projekt Lao i nie mam czasu wgryźć się w tą swoją solową płytę. Poza tym koncertujemy dosyć intensywnie, i nie mam możliwości aby komponować nowe, solowe rzeczy.
Intensywnie? Ile czasu spędzasz na scenie?
Gramy osiemdziesiąt koncertów rocznie z zespołem, do tego około dwudziestu solowych. Z tego się robi lwia część roku.
Musisz mieć dobry sposób na ładowanie akumulatorów...
Po prostu wracam do domu, łapię dystans. Ale to mnie tak przegania ze sceny do domu i z domu na scenę. Jak jestem na scenie, to ciągnie mnie do domu, jak jestem w domu to ciągnie mnie na scenę. To się wszystko przenika... Zresztą, nie mam żadnej innej pasji. Uwielbiam grać, potrafię to robić i cieszę się tym.
Któryś koncert szczególnie utkwił Ci w pamięci?
To nie jest dobre wspomnienie. Koncert w knajpie w Szklarskiej Porębie. Bar był otwarty, kupa ludzi przy barze, hałasowali, gadali, nie słuchali co ja tam mam do wyrzucenia z siebie. Nie skończyłem koncertu, zszedłem ze sceny..
A z drugiego bieguna? Taki wyjątkowy, ale pozytywnie?
Wszystkie koncerty, które zagrałem w teatrach. Gdzie jest spokój, cisza, nie ma alkoholu. Bo jestem pewnego rodzaju aktorem i jak wychodzę na scenę, muszę mieć ciszę, aby móc się otworzyć.
Spokój i cisza? I to mówi człowiek, którego koncerty po płycie Powstanie Warszawskie przyciągały skinheadów?
Pojawiali się, ale nie było żadnych zadym. Im się wydawało, że to jest taka rzecz, w którą się wpisują z tym swoim etosem. Ale były to grupki marginalne, które skandowały wyświechtane hasła. Poczuli że tam nie pasują.
To były piosenki, którymi Denat, muzyk Lao Che, nas zaraził. On mnie natchnął. A że był bardzo żarliwy w tym, to wyobraziłem sobie, jakbym to ja był z nim w okopach i na barykadzie. Baczyńskiego każdy zna ze szkoły, więc kompilowałem te teksty powstańcze z własnym wyobrażeniem.
Możesz powiedzieć o sobie, że jesteś patriotą?
To jest trudne pytanie. Bo kto jest patriotą? Albo co to jest patriotyzm? Mam trochę alergię na tego rodzaju pytania.
Ale zrobiliście taką płytę, więc powinieneś być na nie przygotowany.
Ta płyta, powstańcza, była o ludzkiej solidarności. Chodziło o wydarzenia, które miały miejsce wtedy między ludźmi. Wielu ludzi o tym mówiło, że na wojnie, w okopie, na barykadzie, to były dla nich najwspanialsze chwile w życiu. Bo czuli właśnie taką solidarność. Czuli, że nie ma granicy. No i to życie, które mam i mogę je złożyć w ofierze.
Podczas koncertów sam sprawiasz wrażenie, że nie boisz się śmierci.
Mam coś takiego, że poświęcam jej dużo miejsca w twórczości, ale z przymrużeniem oka. W piosence Bajka o śmierci wyobrażam ją sobie nawet, jako kobietę z bujnym, pięknym biustem. I tak sobie myślę, czy nie będzie tak, czy Bóg nie sprawi mi takiej hecy, że jak będę umierał... Podejmuję te tematy przewrotnie. To przecież jest temat, który każdego dotyczy. Każdy o tym rozmyśla, albo się tego boi, przeważnie się ludzie tego boją.
Temat trudny, ale za Powstanie Warszawskie i Gospel zebraliście masę pochwał.
Mam z tym problem.
Problem z sukcesem? Dlaczego?
Na scenie są ludzie i jest energia. A potem człowiek siedzi i się zastanawia, po co ja to wszystko robię, czemu to ma służyć? Często schodzę ze sceny i myślę: A Ty cwaniaku - do Boga tak sobie mówię - Co Ty masz za plan, że mnie tu tak rzucasz, miotasz? że ja mam tu jakieś oczekiwania, jakieś marzenia, a to potem w jakąś inną stronę idzie. I tak sobie mówię: Co Ty mi chcesz powiedzieć, przez to? Bo bycie na scenie jest dla mnie takie istotne, że czuję tam Boga i jakiś sygnał tam od Niego odbieram. Mam jakąś umiejętność, talent - jakby tego nie nazwać - że potrafię opowiedzieć ludziom jakieś historie i oni tego słuchają. Ale jest to lekcja pokory, bo bardzo źle znoszę krytykę.
Nie działa na Ciebie konstruktywnie?
Jestem taki, że zaraz się będę bronił, będę odpierał ataki. Inaczej to wygląda w zespole, gdzie jestem częścią sekstetu i staram się nie wychodzić poza tę swoją działkę. Robię z chłopakami muzykę, piszę teksty i jest to faktycznie duży obowiązek i obciążenie, ale staram się być w pewnych granicach. Natomiast w solowym projekcie, to wszystko jest moje. Wszystkie sukcesy są moje, ale i wszystkie porażki dotyczą tylko mnie. Nie dzielę się troską z nikim innym. Nie mam do siebie dystansu.
Na drugiej stronie przeczytasz, co lider Lao Che sądzi o kobietach i czy pójdzie w ślady Nergala