MenStream.pl Rozrywka Ludzie Nie chciałam być czwartą żoną wodza

Nie chciałam być czwartą żoną wodza

2/2  |  2010-08-09 06:10


fot: Tricolors/East News
Czy taki typ Indiany Jonesa w spódnicy, silnej, samodzielnej kobiety, podróżniczki - takiej polskiej Lary Croft podoba się mężczyznom?

(Śmiech) O, fajnie, że porównał mnie pan do Lary Croft, a nie do Bridget Jones! A przecież rozmawialiśmy o blondynkach! To znaczy, że chyba udało mi się zniszczyć ten stereotyp. Bardzo się cieszę! Wracając do pytania - myślę, że wielu mężczyzn taki typ kobiety raczej onieśmiela.

A jak reagują amazońscy mężczyźni – Indianie? Podejrzewam, że spotykając drobną, białą kobietę, przewodnika, podróżnika do tego właśnie blondynkę muszą się trochę dziwić.

To prawda, jestem dla nich zjawiskiem niezwykłym. Ufoludkiem. Szczególnie wtedy, gdy przyjeżdżam sama i jestem wobec nich całkowicie bezbronna. Z łatwością mogliby zabrać mi wszystko co mam, pokroić mnie maczetą i wrzucić do rzeki. Ale nigdy nie czułam takiego zagrożenia. Ta relacja z Indianami jest raczej oparta na wzajemnej ciekawości i życzliwości.

Rozumiem, że fascynują się Panią jako człowiekiem, a jako kobietą?

Bywało i tak. Pewien wódz szukał dla siebie kolejnej żony, która miała mieć jasną skórę i niebieskie oczy. Tak się składa, że idealnie pasowałam do tego opisu, więc wynajęci przeze mnie przewodnicy, zamiast zawieźć mnie w miejsce, które im wskazałam, zabrali mnie do tej wioski. Jak się okazało, chcieli mnie sprzedać wodzowi jako żonę.

Jak to się skończyło?

Ja nie chciałam być czwartą żoną wodza to raz, a po drugie wódz stwierdził, że jednak nie pasuję do tej wioski, bo w nocy zachowywałam się zbyt hałaśliwie.

W jakim sensie?

W nocy zaczęłam śpiewać na cały głos. Obudziłam się i zobaczyłam, że w ciemności ktoś się w czai w pobliżu mojego szałasu. Nie miałam żadnej broni, więc nie wiedząc co robić, po prostu zaczęłam śpiewać na cały głos pierwszą piosenkę, która przyszła mi wtedy do głowy.

Jaką to piosenką odstraszyła Pani wodza?

To dziwne, ale śpiewałem Strangers In The Night Franka Sinatry. Dopiero później zdałam sobie sprawę jak bardzo jej tekst pasował do tej sytuacji. Dwoje nieznajomych spotyka się w nocy, co będzie dalej...

Mężczyźni z amazońskiej dżungli różnią się bardzo od tych z miejskiej dżungli?

Oczywiście, są zupełnie inni. Muszą być twardzi w sensie osobowości. Od najmłodszych lat uczą się odpowiedzialności za siebie i za innych. Ale podstawową różnicą jest to, że oni nie udają, kogoś kim nie są. Tam swoimi czynami udowadniają co są warci. Jeżeli wojownik indiański wraca do wioski z jaguarem, to dla wszystkich jest oczywiste, że nie kupił tego jaguara w sklepie i nie udaje, że go zabił, żeby lepiej wyglądać. Wiadomo, że upolował go własnymi rękami. Tam mężczyźni nie udają kogoś, kim nie są.

U nas, w miejskiej dżungli, jak ktoś ma Jaguara, to najczęściej kupił ten samochód na kredyt, żeby komuś zaimponować. Nawet jeśli go nie stać i potwornie stresuje się czy da radę spłacić co miesiąc wszystkie raty, to jednocześnie jest przekonany, że drogi samochód czyni go w oczach kobiet fajniejszym gościem. Ale w prawdziwym życiu nie liczą się przecież pozory, tylko to jaki ktoś jest naprawdę.

 

Ma Pani swój typ mężczyzny?

Nie, nie mam. Mężczyzna musi być po prostu fajnym człowiekiem. Nie ma dla mnie znaczenia jaką nosi koszulę, jakie lubi perfumy czy jakim jeździ samochodem. Wystarczy, że wierzy w to co robi i jest autentyczny. To są proste i podstawowe rzeczy, ale trudne do znalezienia.

Prawdziwego mężczyznę poznać można tylko w Amazońskiej dżungli?

Mam nadzieję, że w miejskiej dżungli tacy też są (śmiech).

MenStream.pl: Czym dla Pani jest dżungla?

Beata Pawlikowska, podróżniczka, pisarka, fotograf, podróżnik i łowca przygód: Dżungla to miejsce, gdzie istnieje prawda. Nie ma już za dużo takich miejsc. W świecie Zachodniej cywilizacji życie jest podporządkowane kłamstwu. Wszystkie rzeczy, które porządkują nasze życie oparte są na zasadzie kłamstwa czy manipulacji. Zaczynając od polityki, poprzez reklamę, aż po techniki autoprezentacji - wszystko to nie ma na celu pokazaniem na istoty, prawdziwych cech, ale zmanipulowanie.

Uczymy się jak oszukiwać system, drugiego człowieka, jak się zaprezentować, sprzedać. Nie uczymy się jak stać się dobrym człowiekiem, ale jak sprawiać takie wrażenie.

Czy dżungla jest inna?

Tak. W dżungli nie ma czegoś takiego jak socjotechnika czy manipulacja. Tam jest się po prostu sobą. Tam życie oparte jest na prawdzie. Nie ma potrzeby wkładania innej maski. Wszystko jest momentalnie weryfikowane. Nie da się udawać dobrego wojownika, myśliwego, czy przewodnika. W puszczy amazońskiej uczy się stawania lepszym, a nie sprawiania wrażenia. Bo tam samo wrażenie często nie wystarczy.

Kiedy pierwszy raz pojechałam do dżungli to był dla mnie szok. Tam człowiek musi poznać swoje słabości, mieć ich świadomość i nad nimi pracować, a nie je ukrywać.

Dla Pani bliższa jest ta pierwotna dżungla od tej dżungli świata współczesnego?

Obie są mi równie bliskie. Do życia w obu musiałam się przystosować. Poznać ich prawa i zależności. Żyję w dwóch światach. Bo to są dwa odrębne światy, a każdy z nich ma swoje zalety i wady.

Tutaj mam samochód, internet, muzykę, kino które uwielbiam. Tam piękno przyrody, nocą gwieździste niebo, dziką naturę opartą na tej najbardziej pierwotnej prawdzie, nierzadko trudnej i bezwzględnej. Dla osoby, która nigdy tam nie była, dżungla amazońska jest jak inna planeta, albo jak księżyc, tak bardzo wszystko jest tam inne.

W połowie czuje się pani Indianką, tak mentalnie przynajmniej?

Tak. Ja jestem tam u siebie. Mój dom jest jednocześnie tutaj i tam.

Prowadzi pani program Świat według blondynki, książki tytułuje Blondynka w... Czy to znaczy, że jako kobieta, jako blondynka w inny sposób patrzy Pani na świat, coś innego dostrzega?

Nie, to tylko taka konwencja. Stereotypy są głupie i zwykle krzywdzące. Ja chciałam pokazać, świat według blondynki wolny od stereotypowego myślenia. Więc trochę prowokuję tymi tytułami.

Co oznacza więc bycie blondynką?

Synonim blondynki w naszym społeczeństwie to synonim głupiej, naiwnej dziewczyny, która nie potrafi sobie dać rady w życiu i pakuje się ciągle w kłopoty. Ludzie patrząc na mnie spodziewają się tej naiwności, pewnej nieporadności, albo opowieści o tym, jak zrobić sobie paznokcie – ale w gruncie rzeczy przecież blondynka to coś więcej niż tylko kolor włosów, to jest sposób myślenia i zachowania.

A ja jestem przewodnikiem po dżungli amazońskiej i bardzo często ze sobą zabieram blondynki. Przy czym bardzo często tymi blondynkami są wysocy bruneci.

Czy będąc w puszczy musi Pani udowadniać na przykład mężczyznom, że nie jest tylko drobną, stereotypową blondyneczką, prowadzącą wycieczkę, tylko zaprawioną w bojach przewodniczką i podróżniczką?

Nie, nie muszę. Puszcza szybko weryfikuje prawdę. Wystarczy, że dotrzemy do miejsca gdzie mamy obozowisko i po ośmiu godzinach płynięcia łodzią zejdziemy na brzeg, aby zrozumieć, że nie jest to miejsce dla niedoświadczonych podróżników. Wszyscy przez skórę czują, że puszcza może być i jest niebezpieczna. Dlatego nie muszę niczego pokazywać. Myślę, że mężczyźni również szybko to wyczuwają i dostrzegają, że jeśli nie będą się mnie słuchać to może stać się im krzywda (śmiech).

Kiedyś powiedziała Pani, że ludzie dzielą się na wojowników i leniwców, jest Pani na pierwszy rzut oka ocenić, kto jest typem wojownika, a kto leniwca?

W większości przypadków tak. Ale jest to pewnego rodzaju uproszczenie, bo zdarza się, że niektóre osoby są na drodze do zostania wojownikiem, ale jeszcze trochę wciąż mają z leniwca. Wszystko zależy od ilości pracy nad sobą, swoja osobowością. Można mieć w sobie trzy czwarte wojownika i resztę leniwca. I łatwo można to zgadnąć, obserwując człowieka. Można to odczytać z gestów, wyrazu twarzy, ruchów, uśmiechu, ze wszystkiego.

Dżungla to chyba miejsce tylko dla wojowników. Trzeba mieć sporo samozaparcia i odwagi - czasem tylko po to, aby zjeść posiłek. To ciekawość czy odwaga powoduje, że je Pani czasem takie dania, na których sam widok nie jeden facet by wymiękł?

Najczęściej to po prostu konieczność. W czasie podróży docieram do miejsc, gdzie czasem nie ma nic do jedzenia, ludzie cierpią głód. A jeżeli oni głodują, to i ja niestety głoduję razem z nimi. W takich momentach jeśli ktoś częstuje mrówkami, zupą z małpy, albo żywymi larwami, to wszyscy jedzą z radością. Nikt się nie zastanawia. Głód to najlepszy przewodnik. Indianie potrafią odróżnić rzeczy jadalne od niejadalnych, i ufam im w tej kwestii całkowicie.

Więc ciekawość nie ma tu nic do rzeczy?

Ciekawość to inna sprawa. Wtedy ma się wybór. Z ciekawości próbowałam pająka. I muszę panu powiedzieć, że jeśli nie będę musiała z głodu zjeść pająka, to więcej się na niego nie połakomię.

Rozumiem, że nie przypadł Pani do gustu.

On ma bardzo owłosione nogi, i te włosy kłują w dziąsła. Poza tym w brzuszku pająk ma mazistą rzecz, która rozlewa się po ustach i nie jest smaczna. Jedzenie pająka to niezbyt przyjemne doświadczenie.

Czy taki typ Indiany Jonesa w spódnicy, silnej, samodzielnej kobiety, podróżniczki - takiej polskiej Lary Croft podoba się mężczyznom?

(Śmiech) O, fajnie, że porównał mnie pan do Lary Croft, a nie do Bridget Jones! A przecież rozmawialiśmy o blondynkach! To znaczy, że chyba udało mi się zniszczyć ten stereotyp. Bardzo się cieszę! Wracając do pytania - myślę, że wielu mężczyzn taki typ kobiety raczej onieśmiela.

A jak reagują amazońscy mężczyźni – Indianie? Podejrzewam, że spotykając drobną, białą kobietę, przewodnika, podróżnika do tego właśnie blondynkę muszą się trochę dziwić.

To prawda, jestem dla nich zjawiskiem niezwykłym. Ufoludkiem. Szczególnie wtedy, gdy przyjeżdżam sama i jestem wobec nich całkowicie bezbronna. Z łatwością mogliby zabrać mi wszystko co mam, pokroić mnie maczetą i wrzucić do rzeki. Ale nigdy nie czułam takiego zagrożenia. Ta relacja z Indianami jest raczej oparta na wzajemnej ciekawości. I życzliwości.

Rozumiem, że fascynują się Panią jako człowiekiem, a jako kobietą?

Bywało i tak. Pewien wódz szukał dla siebie kolejnej żony, która miała mieć jasną skórę i niebieskie oczy. Tak się składa, że idealnie pasowałam do tego opisu, więc wynajęci przeze mnie przewodnicy, zamiast zawieść mnie w miejsce, które im wskazałam, zabrali mnie do tej wioski. Jak się okazało, chcieli mnie sprzedać wodzowi jako żonę.

Jak to się skończyło?

Ja nie chciałam być czwartą żoną wodza to raz, a po drugie wódz stwierdził, że jednak nie pasuję do tej wioski, bo w nocy zachowywałem zbyt hałaśliwie.

W jakim sensie?

W nocy zaczęłam śpiewać na cały głos. Obudziłam się i zobaczyłam, że w ciemności ktoś się w czai w pobliżu mojego szałasu. Nie miałam żadnej broni, więc nie wiedząc co robić, po prostu zaczęłam śpiewać na cały głos pierwszą piosenkę, która przyszła mi wtedy do głowy.

Jaką to piosenką odstraszyła Pani wodza?

To dziwne, ale śpiewałem Strangers In The Night Franka Sinatry. Dopiero później zdałam sobie sprawę jak bardzo jej tekst pasował do tej sytuacji. Dwoje nieznajomych spotyka się w nocy, co będzie dalej...

Mężczyźni z amazońskiej dżungli różnią się bardzo od tych z miejskiej dżungli?

Oczywiście, są zupełnie inni. Muszą być twardzi w sensie osobowości. Od najmłodszych lat uczą się odpowiedzialności za siebie i za innych. Ale podstawową różnicą jest to, że oni nie udają, kogoś kim nie są. Tam swoimi czynami udowadniają co są warci. Jeżeli wojownik indiański wraca do wioski z jaguarem, to dla wszystkich jest oczywiste, że nie kupił tego jaguara w sklepie i nie udaje, że go zabił, żeby lepiej wyglądać. Wiadomo, że upolował go własnymi rękami. Tam mężczyźni nie udają kogoś, kim nie są.

U nas, w miejskiej dżungli, jak ktoś ma Jaguara, to najczęściej kupił ten samochód na kredyt, żeby komuś zaimponować. Nawet jeśli go nie stać i potwornie stresuje się czy da radę spłacić co miesiąc wszystkie raty, to jednocześnie jest przekonany, że drogi samochód czyni go w oczach ludzi fajniejszym gościem. Ale w prawdziwym życiu nie liczą się przecież pozory, tylko to jaki ktoś jest naprawdę.

Ma Pani swój typ mężczyzny?

Nie, nie mam. Mężczyzna musi być po prostu fajnym człowiekiem. Nie ma dla mnie znaczenia jaką nosi koszulę, jakie lubi perfumy czy jakim jeździ samochodem. Wystarczy, że wierzy w to co robi i jest autentyczny. To są proste i podstawowe rzeczy, ale trudne do znalezienia.

Prawdziwego mężczyznę poznać można tylko w Amazońskiej dżungli?

Mam nadzieję, że w miejskiej dżungli tacy też są (śmiech).

Przemysław Ciszak
2010-08-09
SKOMENTUJ

  
Podaj pierwszy znak kodu hfhUe
KOMENTARZE
  • 18.08.10, 12:05:13

    ~Gość

    Mądrze mówi, w sumie rzeczy dość oczywiste, a jednak ciągle ludzie zapominają o tym co ważne.
    odpowiedz
  • 21.08.10, 23:02:31

    ~Gość

    Moja ulubiona blondynka :)
    odpowiedz
  • 24.08.10, 13:39:58

    czaruś77

    Zarówno ona jak i Martyna Wojciechowska to niesamowite kobiety w porównaniu z laleczkami w białych kozaczkach, lateksowych spódniczkach i spuchniętymi od botoksu ustami.
    odpowiedz
  • 25.08.10, 16:14:15

    Tomasz_m

    Osobiście bardziej cenię Cejrowskiego. Doświadczony podróżnik, prowadzi ciekawe programy i co najważniejsze – świetny z niego pisarz. Polecam wszystkim książki tego pana.
    odpowiedz
  • 28.08.10, 16:01:32

    ~Gość

    To przeczytaj książki Beaty Pawlikowskiej, nie będziesz żałował.Pawlikowska pisze inaczej, ale wcale nie znaczy ze gorzej świetna jest
    odpowiedz
  • 1.09.10, 14:59:22

    ~Gość

    Nic nowego, ile razy można mówić o tym samym
    Książki też nie przypadły mi do gustu. Nie wiem kogo mogą zainteresować? Chybat ylko tych ludzi .którzy nigdy nie podżowali.
    odpowiedz
  • 12.11.10, 18:02:20

    ~Gość

    ~Gość 91.146.196.* napisał(a):
    Nic nowego, ile razy można mówić o tym samymKsiążki też nie przypadły mi do gustu. Nie wiem kogo mogą zainteresować? Chybat ylko tych ludzi .którzy nigdy nie podżowali.

    odpowiedz
  • 12.11.10, 18:03:53

    ~Gość

    ~Gość 91.146.196.* napisał(a):
    ~Gość 91.146.196.* napisał(a):
    Nic nowego, ile razy można mówić o tym samymKsiążki też nie przypadły mi do gustu. Nie wiem kogo mogą zainteresować? Chybat ylko tych ludzi .którzy nigdy nie podżowali.

    odpowiedz
  • 12.11.10, 18:04:31

    ~Gość

    burak
    odpowiedz
  • 15.11.10, 20:11:31

    CubeP

    Dobra babka, faktycznie podobna w stylu do Martyny Wojciechowskiej, ale chyba troche skromniejsza i mniej napalona na kasę, a jednak raczej na szerzenie wiedzy o odległych, nieznanych miejscach, jak bosy Cejrowski :)
    odpowiedz